szafka nocna w stylu Coco Chanel

Cześć! 

Kolejna z rzeczy z cyklu ‚muszę to mieć, ale nigdzie nie mogę znaleźć lub cena jest zaporowa to szafka nocna inspirowana  Coco Chanel.

Coco Chanel nikomu przedstawiać nie muszę. Przyznaję, że jestem jedną z tych osób, które ją uwielbiają. Na półce mam kilka książek opisujących jej życie, a filmy oglądałam z zapartym tchem. Ci co przeczytali kiedyś choć jedną publikację na temat Coco, orientują się zapewne, że przykładała wielką wagę nie tylko do ubioru, ale również do wystroju wnętrz. Lubiła wypełniać pomieszczenia przedmiotami nietuzinkowymi, z charakterem, często sprowadzanymi z zagranicy. Oglądanie filmów o Coco to istna uczta dla oczu zarówno dla fanów mody jak i wnętrz. Ze wszystkich filmów największe wrażenie pod względem wizualnym wywarła na mnie realizacja pt. ‚Chanel i Strawiński’ i konsekwencja zachowana w biało-czarnym wystroju wnętrz jej domu. Film zresztą otrzymał nagrodę Satelitę za najlepszą scenografię oraz wystrój wnętrz.

Film ten  oglądałam akurat nie długo przed urządzaniem mieszkania, a że chłonę świat oczami i później widać to w tym co tworzę i czym się otaczam to nie mogło zabraknąć elementu w czerni i bieli w moim mieszkaniu. Cały dom utrzymany w dwóch kolorach to dla mnie trochę za dużo, ale myślę, że taki kontrastowy mebel świetnie się wpasował w naszą jasną sypialnię. 

Bazą do szafki była wszystkim doskonale znana komódka MOPPE. Do tego cztery toczone nogi, które zostały mi po starych fotelach babci (widziałam, że można podobne kupić na allegro.pl) , dwa kawałki sklejki o grubości 18 mm, czarne gałki kupione w Leroy Merlin oraz biała i czarna farba oraz wosk. Wbrew pozorom nie było to trudne zadanie. 

Potrzebne materiały do wykonania takiej szafeczki:

  1. komódka MOPPE – IKEA
  2. toczone drewniane nogi
  3. gałki w ilości odpowiadającej liczbie szufladek – do kupienia tu: klik!
  4. kawałek deski lub sklejki
  5. ściski stolarskie
  6. klej do drewna
  7. wiertarka 
  8. taśma papierowa lub izolacyjna
  9. farba biała –  ja użyłam farby mineralnej Fleur w kolorze titanium white, ale równie dobrze sprawdzi się farba akrylowa
  10. farba czarna – j.w.
  11. wosk/lakier – ja użyłam wosku również firmy Fleur, jeśli użyjecie farby akrylowej to musicie dokupić do niej odpowiedni lakier, albo może się okazać, że Wasza farba jest na tyle odporna, że nie wymaga zabezpieczenia. Dopytajcie sprzedawcy 🙂

KROK 1. 

Docinamy sklejkę w dwóch egzemplarzach na wielkość podstawy komódki i przyklejamy do spodu szafki. Pamiętajcie by użyć ścisków stolarskich tak żeby deski dobrze przylegały.

KROK 2. 

Wyznaczamy miejsce, w którym chcemy żeby były nogi i nawiercamy cztery otwory na głębokość śrub od nóg. Pomocne będzie zaznaczenie na wiertle gumką recepturką lub zwykłym sznureczkiem jak głęboko mamy wiercić.

zaznaczenie na wiertle głębokości wiercenia

 

KROK 3. 

Wyciągamy wszystkie szufladki. Na tylnych ściankach wyznaczamy środek i nawiercamy dziurki, żeby później móc zamontować gałki. 

KROK 4. 

Wkręcamy nogi, ale nie do samego końca i malujemy całość na biało. Czekamy aż wyschnie.

 

KROK 5. 

Naklejamy  na komódkę taśmę wyznaczając w ten sposób, gdzie będziemy malować na czarno. U mnie najlepiej się sprawdza do tego typu zadań taśma izolacyjna. Zabezpieczamy również miejsce wokół gniazd na nogi. Zaczynamy od pomalowania nóg, następnie malujemy krawędzie na czarno i czekamy, aż dobrze wyschnie. 

nożyczki i taśma

nogi toczone prl

 

góra szafki z pomalowanymi brzegami

KROK 6. 

Jak wszystko dobrze wyschnie to ściągamy taśmy, dokręcamy nogi i zabezpieczamy woskiem/lakierem. 

KROK 7.

Wkręcamy gałeczki i cieszymy się piękną szafką nocną.

 

28942521_10212678344805933_2106359795_o

 

28942077_10212678236563227_553393631_o

 

28938778_10212678238003263_450947228_o

 

 

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project
 .
 .
 .
 .
 .
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko,
 .
Joanna Król 

Amazona vs. Annie Sloan vs. Byta-yta – metamorfoza komódki bibliotecznej

Cześć,

jakiś czas temu chwaliłam się zdobyczną komódką biblioteczną z czterema szufladkami, pamiętasz z fb? Jeśli nie to wyglądała ona tak:

komodka-biblioteczna-stara-otwarta

komodka-biblioteczna-stara

Mistrzowska robota stolarska to nie jest, ale że kocham komódki to stwierdziłam, że ją upiększę i będzie przecudna.

Znasz farby Annie Sloan? Słyszałaś o marce Amazon?  Ja do tej pory malowałam farbami Annie Sloan, o innych markach jedynie czytałam. Jednak z okazji organizowanego Bloggers Meeting w Warszawie organizowany przez markę Amazon miałam okazję w końcu wypróbować produkty tej marki. Myślałam, że po ich użyciu będę mogła stwierdzić, która z tych dwóch marek mi bardziej odpowiada, ale nie mogę. Dodatkowo do porównania dodaję farby marki byta-yta, które różnią się od typowych farb kredowych tym, że są robione na bazie oleju lnianego, ale tak jak farby kredowe są wodorozpuszczalne.

Nie umiem tego ocenić, każda ma swoje plusy i minusy. Jak wszystko zresztą. Postanowiłam więc zrobić małe porównanie.

FARBY

               Annie Sloan           vs.         Amazona              vs.            Byta-yta  

ZAPACH                                 niezbyt przyjemny                bez zapachu           ledwo wyczuwalny

KONSYSTENCJA                              gęsta                               aksamitna                           oleista

KRYCIE                                             kryjąca                                 kryjąca                              kryjąca

CZAS SCHNIĘCIA                         20 min.                                15 min.                                 2 h

WYDAJNOŚĆ                           1 l / ok. 10-13m2                                                             1 l / ok. 6-8m2

LICZBA KOLORÓW                           37                                                20                                         14

CENA                                              140 zł/ 1 l                                 125 zł / 0,75 l                      148 zł / 1 l

(wychodzi 166 zł / 1l )

Przy robieniu tych zestawień posiłkowałam się stronami internetowymi w/w marek, jeśli chodzi o zapach to jest to moja subiektywna opinia. Pomimo, że na stronie Annie Sloan jest napisane, że farba jest bezwonna i można nią malować w małych pomieszczeniach bez wentylacji, to ja po dłuższej chwili ten zapach wyczuwam, dla mnie osobiście nie jest najprzyjemniejszym zapachem, ale też mnie nie drażni, natomiast mojej mamie bardzo przeszkadza. Byta-yta malowałam krótko i nic przez tę chwil mi nie przeszkadzało. Mimo to w tej kategorii wygrywa marka Amazona, poza tym, Amazona wygrywa również konsystencją farby. Byta-yta jest jak dla mnie zbyt oleista i rzadka – tak, tak to farba na bazie oleju i chyba nie do końca mi to odpowiada, Annie Sloan jest gęsta, co czasami jest fajne, ale czasami przeszkadza – wtedy możemy farbę rozrzedzić wodą , natomiast farba firmy Amazona pod tym względem jest cudowna. Ma aksamitną konsystencją i bardzo dobrze się rozprowadza. Nie udało mi się znaleźć informacji odnośnie wydajności farby Amazona, jednak wydaje mi się, że wypadnie podobnie do Annie Sloan. Ilością kolorów wygrywa Annie Sloan i również bardziej trafia moją estetykę. Ku mojemu zaskoczeniu Annie Sloan wypada najtańsza! Zawsze słyszę od ludzi, że to taka droga farba i słyszałam kilkakrotnie, że Amazona jest tańsza. Owszem, opakowanie jest tańsze, tylko ma mniejszą pojemność. Po przeliczeniu wychodzi drożej. Ja uwielbiam farby kredowe, mimo że wszystkie mają jedną tę samą wadę, jak ubrudzi się nimi ręce to skóra robi się spierzchnięta. Ja od małego mam problem z suchością skóry i mi to przeszkadza, ale mimo to uwielbiam nimi malować. Może w końcu nauczę się pracować w rękawiczkach 😉 Byta-yta pod tym względem jest lepsza, bo dzięki temu, że jest na bazie oleju lnianego nie wysusza, wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję malować tymi farbami w ciut większej ilości i bardziej się do nich przekonam. Narazie pozostają mi obojętne. A między Annie Sloan a Amazoną dalej nie umiem zdecydować. Mam na oku jeszcze jedną markę, którą w niedługim czasie planuję wypróbować. Ciekawa jestem jak ona wypadnie w takim zestawieniu, być może okaże się najlepsza?

A teraz czas na porównanie wosków! Mam nadzieję, że pomoże ono rozwiać moje wątpliwości.

WOSKI

                                                  Annie Sloan              vs.           Amazona          vs.         Byta-yta

ZAPACH                                       przyjemny                                      żrący                                obojętny

KONSYSTENCJA           średni, w kierunku miękkiego        jak masełko                           twardy

CZAS SCHNIĘCIA                            24 h                                                24 h                                    24 h

WYDAJNOŚĆ                                                                                   0,4 l / 6-8m2

PALETA BARW                           4 kolory                                      7 kolorów                       15 kolorów

CENA                                             55 zł/ 0,5 l                                   90 zł / 0,4 l                       300 zł / 1 l

(wychodzi 110 zł / 1 l )             (wychodzi 224 zł / 1 l )

 

Zapach wosku Annie Sloan w moim odczuciu jest przyjemny, kojarzy mi się ze starymi meblami po babci. Wosk Amazonu ma tutaj ogromnego minusa, dlatego że nie tyle co jest nie przyjemny, co po prostu żrący. Sam zapach jak wącham całkiem mi się podoba, ale po dłuższym używaniu, było go czuć w całym pomieszczeniu, a nawet poza nim.  Z natury jestem wrażliwa na różne odczynniki. Poza suchą skórą, mam wrażliwe oczy i drażnią mnie zapachy. Od tego wosku rozbolała mnie głowa i przez większość wczorajszego dnia miałam problem z oczami. (Przez to post jest dopiero dziś! ) Fakt, że ostatnio sporo czytam, sporo czasu spędzam przy komputerze, w domu chodzi ogrzewanie, przez co powietrze jest bardziej suche, ale ten wosk mnie dobił. Na stronie jest zawarta informacja o tym, że może działać drażniąco i podczas jego stosowania powinno się chronić oczy i ręce. Nie jest to więc tylko moja subiektywna opinia. Dla bardziej wrażliwych osób polecam więc woski Annie Sloan. Jeśli chodzi o byta-yta, to jest mi dość obojętny. Nie powalił mnie na kolana, ale też nie zrobił mi krzywdy. Z całej trójki jest najgęstszy, wręcz twardy, więc najtrudniej się go rozprowadza, ale to też ma swoje dobre strony, bo przez to dobrze się wciera w mebel. Najbardziej miękkim woskiem okazał się wosk Amazona. Czas schnięcia wszystkich wosków jest taki sam. Potrzebują one czasu na utwardzenie i już. Nie udało mi się znaleźć informacji odnośnie wydajności wosku Annie Sloan ani Byta-yta. Na stronie Annie Sloan, jedynie jest napisane, że na litr farby zaleca się kupić puszkę wosku o pojemności 500 ml. Wydaje mi się, że najmniej wydajnym woskiem jest Byta-yta. Jegno drugim minusem jest to, że może być stosowany tylko na powierzchnie chłonne. Ja użyłam wosku Amazona w kolorze granatowym na lekko przetartej wcześniej lakierowanej komódce i efekt sama zobaczysz za chwilę. Natomiast myślę, że Byta-yta w tym przypadku by nie przeszła. Byta-yta wygrywa jednak ilością kolorów. Przegrywa Annie Sloan, ale nadrabia ceną, bo znowu wypada najtaniej! W przypadku wosków też nie potrafię podjąć jednoznacznej decyzji. Każdy z tych wosków ma coś w sobie. Najbardziej chyba odpowiada mi konsystencja Amazona, ale ten zapach jest naprawdę uciążliwy… Mam więc nie lada zagwozdkę.

A teraz zobacz efekt moich testów faby i wosku Amazona. Na pomalowanie szufladek i całego wnętrza użyłam nie całe 150 ml farby w kolorze Jeans. Na fronty szufladek i korpus z zewnątrz nałożyłam niepełne dwie warstwy wosku w kolorze granatowym. Szufladki wyłożyłam wzorzystym papierem. Jak Ci się podoba efekt? Ja jestem zachwycona!

szufladka

komodka-biblioteczna

wnetrze-komodki

15102277_10208741516307681_457141454_o

szufladki-z-bliska

komodka-bez-szufladek

pusta-komodka

cala-szufladka-z-bliska

otwarte-szufladki

komodka-w-widoku-z-gory

Lubisz odmieniać meble? Używałaś którejś z testowanych przeze mnie farb? Podoba Ci się moje porównanie i metamorfoza? Koniecznie napisz mi o tym w komentarzu! Jestem strasznie ciekawa Twojego zdania! 🙂

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

metamorfoza starej ramy – miejsce inspiracji

Dzień dobry!

Dziś środa, czyli czas na kolejną metamorfozę! Odkąd zaczęłam robić coś więcej niż zajmować się domem i Tosią i myśleć poważnie o blogu i wdrożeniu moich marzeń w życie, zaczęło mi brakować w domu miejsca, w którym będę mogła trzymać wszelkie wycinki z gazet, inspirujące aforyzmy, listę rzeczy do zrobienia, czy wizytówki, ulotki, których nie mam w danej chwili czasu sprawdzić. I nie, do zdjęć z inspiracjami nie sprawdza mi się komputer. Oczywiście trzymam w nich całe mnóstwo takich zdjęć, ale czasami mam potrzebę się na coś napatrzeć, albo jakieś zdjęcie, które jest inspiracją do konkretnego projektu, który akurat realizuję, lub będę realizować w niedalekiej przyszłości. Zwykle kończy się po prostu tak, że o zdjęciu zapominam, ulotki i wizytówki gniotą się zdecydowanie zbyt długo w różnych torebkach, a inspirujące aforyzmy uciekają gdzieś daleko, zamiast dodawać sił w ciężki poranek. Mam też happy planner w którym zapisuję ważniejsze rzeczy do zrobienia, ale nie oszukujmy się, nie zaglądam do niego co 5 minut, a są takie rzeczy, które musimy zrobić, ale nie dziś, dobrze więc jest je zapisać tak, żeby były jednak w widocznym miejscu i przypominały o sobie.

Przechodząc do dzisiejszej metamorfozy… Jakiś czas temu na starociach znalazłam starą ramę, od razu kiedy ją zobaczyłam wiedziałam, że muszę ją kupić i zrobić z niej tak zwany mood borad, czyli tablicę inspiracji. W tym wypadku to nie tablica, lecz miejsce po prostu, ale myślę że sprawdzi się idealnie 🙂 Nie jest drewniana, ale uznałam to za jej plus. Dzięki temu nie jest ciężka, więc nie muszę się martwić, czy ściana i kołki są odpowiednie. Wystarczą wręcz zwykłe gwoździki. Dalej trwam w szale na farby kredowe, więc od razu wiedziałam, że rama zostanie przemalowana. Początkowo miała być w kolorze duck egg blue z palety barw Annie Sloan, ale później, jak na kobietę przystało, zmieniłam zdanie i przemalowałam ją na abusson blue, również od Annie Sloan. Na wierzchu delikatnie przeciągnęłam dość suchym pędzlem duck egg blue i oto efekt.

15033748_10208679568559026_690880681_n

 

15045577_10208679568639028_695684911_n

Następnie znalazłam koronki. Też standardowo dla mnie:P ale co poradzę, że koronki pasują prawie wszędzie:P Najpierw miałam plan zamocować je klejem na gorąco, ale niestety za wolno schnie i musiałam przykleić jedną stronę, poczekać aż wyschnie, następnie odpowiednio naciągnąć tasiemkę i trzymać palcem aż klej zaschnie! nie lubię stać w miejscu więc poleciałam po taker:P i to rozwiązanie polecam Wam o wiele bardziej 🙂

14962430_10208679569599052_898994895_n

 

14937887_10208679569559051_1046301334_n

 

15050404_10208679569719055_215814204_n

Na koniec wystarczy znaleźć odpowiednie miejsce, powiesić ramę, zebrać ulubione wycinki z gazet, inspirujące zdania, przypiąć drewnianymi mini spinaczami i cieszyć się miejscem inspiracji!

15046264_10208679569759056_1510223722_n

 

15050435_10208679569679054_2052161410_n

 

15049636_10208679569799057_672464331_n

 

Jak podoba Wam się moja dzisiejsza metamorfoza? Lubicie takie miejsca inspiracji? Pochwalcie się swoimi rozwiązaniami w komentarzach! 🙂

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

metamorfoza krzesełka dziecięcego

Dobry wieczór!

Obiecałam, że dziś na pewno się pojawi i dotrzymuję słowa. Naprawdę chcę trzymać się określonych dni z dodawaniem postów i uwierzcie mi, kosztuje mnie to wiele pracy i walki ze sobą. Zawsze wszystko robiłam na ostatnią chwilę, zawsze byłam spóźniona. I w końcu dojrzałam do tego, że trzeba to zmienić. Jestem ogromnie zmotywowana, ale łatwo nie jest, dlatego doceńcie mój wysiłek 🙂 W ogóle przez ostatni rok wiele zmieniłam, w moim życiu, nawykach dnia codziennego, podejściu do wielu rzeczy. Przeczytałam kilka książek, naoglądałam się youtuba i wykładadów TEDx. I pomimo tego, iż wiem, że wiele osób nie wierzy w poradniki, książki motywacyjne, naśmiewa się z tego i kpi, to ja stwierdzam, że na mnie podziałało. Być może dlatego, że chciałam coś zmienić, czułam taką potrzebę, ale nie wiedziałam jak, a książki i wykłady, były tylko narzędziem. Wiem jednak, że wystarczy chcieć, a wtedy wszystko wydaje się prostsze i osiągalne 🙂 Jak znacie jakieś ciekawe pozycje z zakresu motywacji to podzielcie się, chętnie przeczytam coś jeszcze 🙂

Krzesełko, które dzisiaj chcę Wam pokazać, dostałam w gratisie do biurka w stylu loftowym, którego metamorfozę pokazywałam tutaj: klik! Początkowo nie mogłam na nie patrzeć, nawet malować mi się go nie chciało. W końcu jednak postanowiłam się za nie zabrać.

krzeselko-przed-malowaniem

Pomimo tego, że przed malowaniem farbami kredowymi nie trzeba szlifować powierzchni mebla, to ja krzesełko delikatnie przetarłam papierem ściernym, dlatego iż posiadało różne zabrudzenia nieznanego pochodzenia (farba?).

 

papier-scierny

 

Wykorzystałam do niego farby oczywiście Annie Sloan, w kolorach Antoinette i Abusson Blue.

14907764_10208634775639231_1498986745_o.jpg

Tosia ostatnio ma fazę na literki, dlatego postanowiłam na oparciu namalować jej literkę T. Wydrukowałam literę w wybranej czcionce, w odpowiedniej wielkości, wycięłam nożykiem do tapet i tak powstał szablon. Jednorazowy, ale dał radę 🙂 Zresztą sami oceńcie efekt! 

wycieta-litera-t

Do krzesełka szablon przykleiłam papierową taśmą, żeby się nie przesuwał.

przyklejony-szablon

Kolory na zdjęciach oczywiście trochę przekłamane. Powyżej są prawie prawdziwe, tyle, że przed woskowaniem. Po woskowaniu abusson blue robi się zupełnie ciemny.

oparcie-krzeselka-z-literka

 

biurko-z-krzeselkiem

 

14959089_10208634776759259_1613304862_o

 

kacik-z-biurkiem-w-pokoju-dzieciecym

 

14924007_10208634777079267_1367138947_o

Jak podoba Wam się nowy wygląd krzesełka? 🙂

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

Zachęcam również do obserwowania mojego drugiego profilu na instagramie, gdzie realizuję roczny projekt, a pokazuję wszystkie drzwi, które napotykam na mojej drodze i czymś mnie zauroczą. klik!

 

 

 

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

metamorfoza pudełek na drewniane klocki

Czeeeeść,

w pierwszej kolejności chcę przeprosić za ominięcie weekendowego wpisu, czuję że muszę się wytłumaczyć, bo zależy mi na blogu, na Was i na Waszym zaufaniu. Nie dałam jednak rady  przygotować na czas weekendowego wpisu, bo miałam  i nadal mam sporo papierkowej roboty, a związana jest ona z kilkoma dość dużymi przedsięwzięciami, które planuję zrealizować w niedalekiej przyszłości i które pochłaniają dość sporą część moich myśli i czasu w ostatnich dniach. Mam nadzieję, że już niedługo zobaczycie efekty mojej pracy 🙂

A póki co dziś będzie prosta, szybka metamorfoza kartonowych pojemników na pudełka na klocki, której dokonałam już dość dawno, ale jakoś nie miałam weny żeby Wam ją pokazywać, zresztą brakuje mi zdjęć przed i musiałam je ściągnąć z internetu. Ale tak już mam, że jak coś mi się wyjątkowo nie podoba to bez zastanowienia próbuję to usunąć. Musicie mi więc wybaczyć czasami brak zdjęć, a ja obiecuję poprawę! 🙂 Nigdy nie zapomnę, jak kilka lat temu wprowadzaliśmy się z moim wtedy jeszcze nie mężem do wynajmowanej kawalerki. Na jednej ze ścian były położone dwa pasy paskudnej tapety, która do niczego nie pasowała i była położona w totalnie bezsensowym miejscu. I co my wspaniałomyślnie zrobiliśmy, jak tylko dostaliśmy klucze od mieszkania? Zerwaliśmy tę paskudę, a dopiero później zaczęliśmy się zastanawiać co z tym dalej zrobić 😉 Tak samo było z tymi pojemnikami, które pewnie większość z Was kojarzy. Jak dla mnie są one nieakceptowalne. Paskudne. Za bardzo kolorowe. Po prostu złe. Zgadzacie się ze mną? Ciągle nie rozumiem, dlaczego producenci zabawek dla dzieci nie mogą się wysilić i zrobić ŁADNYCH opakowań, które nie będą szpeciły każdego dziecięcego pokoju.

 

 

eichhorn-color-wooden-building-blocks-100002226_03-850x680

Wracając do kloców. Jak już trafiły do naszego domu, to oczywiście od razu zaczęłam sprawdzać czy da się zerwać tę ‚piękną’ etykietę. I dało się. Więc rach ciach i pudełka wyglądały tak:

4

Do ich oklejenia użyłam foli ozdobnej samoprzylepnej kupionej w leroy merlin, czarnej w białe kropki. Dodatkowo zamiast plastikowych uchwytów za montowałam gruby bawełniany sznurek, po prostu przewlokłam go przez dziurki i od wewnętrznej strony pudełka zawiązałam supełki. Folię przed naklejeniem wymierzyłam, na wysokość zostawiłam trochę zapasu u góry i u dołu. Owe zapasy z dwóch stron ponacinałam i przykleiłam. Nacięcia zapobiegły marszczeniu się foli na brzegach. W taki sam sposób oklejałam, dodatkowo tą samą folią rolki papieru toaletowego, kiedy robiłam organizery na spinki o tu: klik!.

3

Po oklejeniu pojemniki wyglądają tak:

6

Pojawiły się one już wcześniej na blogu w poście o metamorfozie biurka o tu: klik!.

07

 

04

012

Jak Wam się podoba nowa wersja pojemników? Wam zdarza się przerabiać opakowania zabawek lub innych produktów?

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

metamorfoza stołka ze schodkiem IKEA – Bekväm

Cześć ! 🙂

Jak co tydzień w środę mam dla Was metamorfozę. Mam nadzieję, że się cieszycie 😉 Zanim jednak przejdę do prezentacji to chcę Wam podziękować za tak pochlebne komentarze pod ostatnim postem. Przekonały mnie one do tego, żeby jednak kontynuować cykl ‚5 sposobów na”. Mam nadzieję, że uda mi się je regularnie realizować i dostarczać Wam kolejnych inspiracji. W głowie mam pełno pomysłów, na mniejsze i większe projekty, tylko jakoś doba mi się wydłużyć nie chce 😛 Na szczęście wszystko jakoś ostatnio układa się po mojej myśli. Jeden plan mam dość spory, na razie nie zdradzę jaki, ale powiem Wam, że na myśl o nim nie mogę przestać się uśmiechać 🙂 Szykujcie się, więc na spore zmiany na blogu i jeszcze większą niespodziankę, mam nadzieję, szybciej niż później.

Przejdźmy w końcu do metamorfozy i słynnego stołka z IKEI, o nazwie Bekväm. Zastanawialiście się kiedyś, co znaczą nazwy mebli w Ikei? Ja właśnie sprawdziłam i Bekväm znaczy „komfortowy”. Faktycznie stołek taki jest, ale… zawsze może być lepiej 😉 Stołek u nas na stałe gości w kuchni, kuchnia jest wąska, a w niej przy ścianie (przytulony dłuższym bokiem) stoi równie wąski stół, przy jego krótszych bokach stoją krzesła, czyli jest ich dwa a nas w domu pięcioro (!) Rzadko jednak zdarza się, że jemy posiłki wszyscy razem, jeśli taka sytuacja ma miejsce to zasiadamy przy dużym stole w jadalni. Rano zwykle jemy w trójkę lub czwórkę i się spieszymy więc korzystamy ze stołu w kuchni. Przy dłuższym boku stoi Tripp Trapp Tosi, zajmuje niewiele miejsca, więc się o niego nie potykamy. Kolejne krzesło jednak nie dałoby rady się zmieścić, a że zabudowa w kuchni jest dość wysoka to stołek Bekvam idealnie się sprawdza do wyciągania rzeczy z górnych szafek, ale również do siedzenia przy stole. I w przypadku siedzenia taki komfortowy to on już nie jest, a w związku z jesienią, która przyszła tak nagle, postanowiłam go ubrać w sznurkowe skarpetki i wdzianko. Teraz naprawdę jest BEKVÄM! 🙂

stołek w kuchni.jpg

Stołek już wcześniej był pomalowany na biało, teraz go tylko odświeżyłam, oczywiście farbą Annie Sloan, w kolorze Pure. Niestety zawoskowałam, go i dość szybko się przybrudził, przyszłościowo planuję go wyczyścić, pomalować raz jeszcze i zalakierować. Na szary kolor wdzianka zdecydowałam się po pierwsze, dlatego że kuchnia jest biało czarna z brązową podłogą, po drugie ze względu na kurz 😉 Wykorzystałam 3 odcienie szarości, skarpetki są najjaśniejsze i najbardziej zbliżone do kurzu, który zawsze zawsze zbiera się na filcach przyklejonych do spodu nóg od krzeseł. Siedzisko jest zaś ubrane w najciemniejszy odcień, dzięki temu uzyskałam efekt Ombre, a dodatkowo stołek nie jest nudny i przytłaczający.

Do zrobienia ubranek musiałam kupić 3 motki po 50 m bawełnianego sznurka, po jednym z każdego koloru, jednak nie zużyłam wszystkiego , szydło o grubości 15 mm, dokładnie to samo, którym robiłam te kopertówki: klik! i klik!.

dużo sznurka.jpg

Wszystko robiłam półsłupkami. Na pierwszy ogień poszły skarpetki.

Zaczęłam od 6 oczek, następnie półsłupki, po jednym w każde oczko, a w krańcowe po 3. Tak jak na rysunku poniżej. Dalej jedziemy dookoła po jednym półsłupku w każde oczko. Nic więcej już nie naddajemy. Robimy aż wysokość będzie nas zadowalała, ja zrobiłam dość krótkie skarpetki, ale może ktoś z Was pokusi się o podkolanówki? 😉

wzor-skarpetki

sznurkowy-szydelkowy-lancuszek

podstawa-skarpetki

sznurkowe-szydelkowe-skarpetki

sznurkowa-skarpetka

Kubraczki na stopnie to zwyczajne prostokąty. Nie podam Wam dokładnie na ile oczek robiłam, bo nie liczyłam, tylko po prostu mierzyłam. Pamiętajcie jedynie o tym, że długość łańcuszka nie będzie odpowiadała szerokości na jaką wyjdzie Wam prostokąt. W miarę dziergania łańcuszek się kurczy, dlatego zawsze trzeba zrobić trochę zapasu.

sznurek-z-bliska

 

Jak już miałam gotowe prostokąty to wzięłam dodatkowy sznurek i związałam od dołu, tak jak sznurujemy buty. Przewlekałam co drugie oczko. Wygląda to tak:

stolek-od-spodu

Specjalnie zrobiłam zdjęcie z kurzem, żeby pokazać jak ładnie się wpasowuje 😉 nie będę udawać, że go u nas nie ma, bo jest. W każdym domu, możemy tylko sprawić żeby nie kuł zbytnio w oczy, kiedy akurat nie mamy czasu biegać z odkurzaczem i pozbywać się każdego pyłka.

kurz-na-skarpetce-stolka

stolek-w-ubranku

 

Jak podoba Wam się moja jesienno-zimowa wersja stołka? Ubrałybyście swój w takie wdzianko? 🙂

 

Pozdrawiam cieplutko, Joanna Król

 

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

metamorfoza kuchennej półki

Cześć,

Dawno nie było tu żadnej metamorfozy. Półkę, którą Ci dzisiaj pokażę zrobiłam już jakiś czas temu, ale wiesz jak to jest z facetami, trochę musiałam poczekać, aż zawiśnie na ścianie i będę mogła zrobic odpowiednie zdjecia 🙂  Półkę kupiłam zupełnie przypadkowo na targu, takim z warzywami, gdzie na końcu stoi kilku facetów i sprzedaje co dało się z domu wynieść. Jak zapytałam o cenę półki to usłyszałam ‚a jest Pani zainteresowana, czy tak tylko pyta?”, nigdy nie zrozumiem toku rozumowania takich ludzi. Przecież gdybym zainteresowana nie była to bym nie pytała. Tu wychodzi mój charakterek, nie lubię tracić czasu na bez sensowne działania. Lubię konkrety. Tak czy siak Pan półkę mi sprzedał i powiedział, że żona wystrój kuchni zmieniała i jej nie pasowała kolorystycznie 😉 a ja od razu jak ją zobaczyłam to wiedziałam, że jeśli zabiorę ją ze sobą do domu to zaczarujęna biało 🙂

W dniu zakupu półka wyglądała tak (nie dość, że ciężka to nieporęczna, ledwo doniosłam do auta)

unadjustednonraw_thumb_2920-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_293b-kopia

Chciałam użyć farby kredowej Annie Sloan, dlatego tylko deliktnie przetarłam papierem ściernym, odkurzyłam i odtłuściłam benzyną ekstrakcyjną.

unadjustednonraw_thumb_292c-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_2927-kopia

Następnie wzięłam się za malowanie. Farbę tak jak pisałam wybrałam Annie Sloan, tym razem w kolorze Pure. Malowałam pędzlem, dwie warstwy, pózniej przetarłam papierem ściernym, odkurzyłam, położyłam kolejna warstwę farby, znowu przetarłam, odkurzyłam i zawoskowalam.

 

unadjustednonraw_thumb_2930-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_293a-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_293e-kopia

A pózniej czekałam dwa tygodnie aż zawiśnie na ścianie 😉

unadjustednonraw_thumb_3043-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3047-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3045-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3050-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3044-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3048-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3078-kopia

Jak Wam się podoba taka półka i taki styl? Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się opinią w komentarzu 🙂

Pozdrawiam ciepło, Joanna Król

 

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

 

5 sposobów na uchwyty meblowe – metamorfoza komódki MOPPE

Cześć Wam,

w tym tygodniu z okazji cyklu „5 sposobów na …” chcę Wam pokazać kilka rozwiązań na uchwyty meblowe i przy okazji małą metamorfozę. Każda z Was na pewno zna słynną komódkę MOPPE z Ikei. Przez dość długi czas stała ona u mnie surowa, jednak przyszedł czas na zmiany. Większość jej metamorfoz opiera się na zmianie koloru, pomalowaniu jej w jakiś wzór, często z wykorzystaniem techniki decoupagu lub oklejeniem jej tkaninami czy tapetami ściennymi. A ja standardowo chcą zrobić coś inaczej postanowiłam, że malować jej nie będę, przynajmniej na razie 😉 W zamian za to zdecydowałam się dodać jej odrobinę biżuterii w postaci uchwytów. I oczywiście też nie tych kupnych tylko zrobionych samodzielnie.

 

5-sposobow-na-uchwyty-meblowe

 

1

 

3

Najpierw odwróciłam wszystkie szufladki i wyznaczyłam przekątne, dzięki czemu otrzymałam środki szufladek. W owych środkach nawierciłam dziurki.

2

 

wyznaczanie-srodka

 Pierwsza szufladka dostała filcową kulkę. Potrzebne mi były: filcowa kulka, śrubka, nakrętka, nożyczki oraz klej na gorąco. Z kulki wycięłam dziurkę wielkości główki śruby i wkleiłam ją. 

filcowa-galka

 

uchywt-filcowa-kulka

 

Druga szufladka otrzymała sznurkowy warkoczyk wykonany z trzech kawałków sznurków w różnych odcieniach szarości. Ze sznureczków zaplotłam warkoczyk, na końcach zawiązałam supełki i podobnie jak w poprzedniej wersji przykleiłam śrubki klejem na gorąco. Szufladkę podzieliłam na pół i wyznaczyłam dwa środki tak jak to widać na zdjęciu. 

sznurkowy-warkoczyk

 

uchywt-ze-sznurkowego-warkoczyka

 

Dla trzeciej, najdłużej szufladki potrzebny był najdłuższy uchwyt. Użyłam więc starego skórzanego paska do spodni. Wykorzystałam część z dziurkami, jedyne co musiałam zrobić to powiększyć dziurki nożyczkami tak, by pasowały do śrubek. końcówki wycięłam w trójkąty. 

skorany-pasekuchwyt-ze-szkorzanego-paska

uchwyt-ze-szkoranego-paska1

 

• Czwarty wariant to te same sznurki co w opcji drugiej, z tym, że jedynie zawiązałam supełek i pozwoliłam sznurkom luźno zwisać. W tej wersji nie używałam już śrubek tylko po prostu przewlokłam sznurki przez dziurki i wewnątrz szufladki również zawiązałam supełek. 

petelka-i-sznurek

 

sznurkowy-uchwyt

 

sznurkowy-uchwyt-1

 

Piąta propozycja to surowy drewniany kulisty koralik z przewleczonym kolorowym sznureczkiem.

drewniany-koralik-ze-sznurkiemuchywt-drewniany-koralik-ze-sznurkiem1

 

uchywt-drewniany-koralik-ze-sznurkiem

 

Moim ulubionym rozwiązaniem jest ukryta opcja numer sześć ;), czyli pętelka z rzemyka. Wewnątrz szufladki jest zrobiony supełek. Proste a jakie efektowne. 

uchywt-z-rzemyka

 

uchwyt-z-rzemyka

 

A tutaj komódka w całej okazałości:

komodka-na-wprost

 

komodka-na-tle-sufitu

 

Początkowo chciałam przygotować te propozycje ze względu na ten post i wtedy zdecydować, które podobają mi się najbardziej i takimi samymi ozdobić resztę szufladek, ale wiecie co? Podoba mi się tak jak jest teraz, kiedy każdy jest inny. Dopiero teraz mi się ona podoba i nabrała charakteru. Zgadzacie się ze mną? 🙂

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.

 

 

 

 

 

 Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

metamorfoza biurka

Cześć cześć,

miałam ten post wrzucić wczoraj, ale jak to u mnie, zawsze spóźniona więc dodaję go dziś 🙂 W związku z tym, że podpisaliśmy umowę na mieszkanie, to już obmyślam jak je urządzimy. Niestety musimy na nie czekać, ale to nie przeszkadza mi w kupowaniu i przygotowywaniu niektórych mebli 😉

Ostatnio znalazłam na olx.pl  stare loftowe biureczko. Od razu mnie zachwyciło i wiedziałam, że musi znaleźć się w nowym pokoju Tosi. Nie mogłam się doczekać, pojechałam po farbę i zabrałam się za robotę! Tak bardzo chciałam zobaczyć efekt końcowy, że zapomniałam zrobić zdjęcie w jakim stanie kupiłam biurko. Zobaczcie więc jak wyglądało po lekkim przetarciu blatu.

 

1

 

2

 

Zdecydowałam się na farbę Annie Sloan w kolorze ‚Antoinette” oraz przeźroczysty wosk.

 

3

 

Dno szufladki było dość pomalowane najprawdopodobniej pisakami. Kiedy okazało się, że plamy te wychodzą przez farbę, to postanowiłam dno szuflady czymś wyłożyć. Zakryć plamy i ochronić dno przed powstaniem nowych. Znalazłam w moim kartonie z różnymi resztkami kawałek tapety, którą mieliśmy kilka mieszkań temu. Tapeta jest papierowa z firmy Flugger, w czarne, beżowe oraz perłowo białe pasy. Pasuje idealnie do biureczka!

 

6

 

Spójrzcie na efekt końcowy i aranżację w obecnym pokoju Tosi i napiszcie koniecznie w komentarzu jak Wam się podoba! 🙂

 

07

 

04

 

011

 

03

 

08

 

010

 

01

 

06

 

Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawicie komentarz pod postem i wyrazicie swoją opinię na temat mojej metamorfozy oraz aranżacji 🙂

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku oraz profil na instagramie. 

 Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

Wszystkie zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

metamorfoza jadalni

Od dawna już chciałam pokazać Wam tę metamorfozę, jednak połączenie macierzyństwa i studiowanie nie pozostawia zbyt wiele wolnego czasu. Ale koniec studiów się zbliża, a ja wiąże z tym nadzieje, że nadrobię wszystkie zaległe projekty, którymi chcę się z Wami podzielić. W związku z tym, że chwilowo pomieszkujemy u moich rodziców i mamy ograniczoną przestrzeń dla siebie, nie mam możliwości wstawienia biurka i zrobienia przytulnego kącika do pracy to takim miejscem stała się dla mnie jadalnia. Niestety była ciemna, nijaka i od dawna mnie przytłaczała.

Mama też nie była z niej zadowolona, ale nie mogła zmotywować się do zmian. I w sumie nie planowałyśmy zmieniać aż tyle. Początkowo był pomysł na zmianę oświetlenia, ale ten żyrandol, który wybrałyśmy nie pasował do reszty jadalni. Trzeba więc było zmienić całą resztę 😀 uwielbiam kiedy jedna mała zmiana pociąga za sobą cały szereg następnych. Mam na myśli oczywiście te pozytywne zmiany. W pierwszej kolejności wzięłam się za malowanie mebli.

Niestety malowanie z dzieckiem w domu jest utrudnione i wymaga minimalizowania robót, ale i tak nowe życie komody i witryny uważam za udane. Gałki kupiłyśmy w ‚zara home’.

thumb_IMG_4226_1024

Przed malowaniem odkręciłam gałki, drzwiczki, wyjęłam półki, szybki i wyczyściłam papierem ściernym wszystkie powierzchnie. Następnie odpyliłam, przetarłam ściereczką i wzięłam się za malowanie wałkiem gąbkowym. Farby użyłam białej pastelowej do drewna firmy COLORIT w kolorze śnieżnej bieli.

thumb_IMG_4289_1024

Używałam jej juz wcześniej do malowania skrzynek na zabawki u Tosi w pokoju i dlatego też się na nią ponownie zdecydowałam. Malowałam  te meble jeszcze zimą, więc dużym atutem farby było to, że nie śmierdzi i nie musiałam malować przy otwartych oknach. Jak już meble były pomalowane to stół i krzesła nie pasowały… Ale te już były zbyt słabej jakości żeby bawić się w malowanie, więc kupiliśmy nowe. Później jeszcze firanka, zasłonki, zegar, ramki na zdjęcia i oto jest – jadalnia po szybkiej metamorfozie.

thumb_IMG_0003_1024thumb_IMG_0029_1024thumb_IMG_0018_1024 2thumb_IMG_0020_1024thumb_IMG_0027_1024thumb_IMG_0032_1024

farba – COLORIT do drewna – kolor śnieżna biel

stół, krzesła, zegar – IKEA

ramki na zdjęcia – nanunana, sklep wszystko po 5 zł

gałki do mebli – ZARA HOME

żyrandol – LEROY MERLIN

Firanki, zasłony – szyte na zamówienie w pobliskim sklepie

przed i po jadalnia

Jeśli Wam się podoba, to zostawcie proszę komentarz po postem. Zachęcam tez do polubienia mojego fanpagu na FB, dzięki czemu będziecie na bieżąco z tym co u mnie słychać i kiedy pojawią się nowe posty.