moja mała miłość – drzwi

 

Moją miłość do drzwi odkryłam, kiedy pierwszy raz byłam w Londynie. Zachwyciło mnie to jak pięknie może wyglądać zwykła ulica nawet w pochmurny dzień, gdzie wszystkie budynki w neutralnych kolorach zapraszają do środka swoimi barwnymi drzwiami. Londyn zwiedzałam z moim mężem. Codziennie pokonywaliśmy kilometry na nogach i odkrywaliśmy kolejne wariacje na temat drzwi. Co chwilę oczywiście się zatrzymywaliśmy żebym mogła robić im zdjęcia. Po powrocie do Polski ogarnął mnie smutek, że u nas drzwi są często lekceważone. Rzadko kiedy zdarza się spotkać drzwi, które sprawiają, że mamy ochotę wejść do środka i zobaczyć co się za nimi kryje. Albo po prostu stać i się na nie patrzeć z rozmarzeniem :)

Historia powtórzyła się na wyjeździe na wakacje do Grecji i na wycieczkę do Paryża. Efektem zbierania zdjęć pięknych drzwi z duszą było po pierwsze założenie instagrama @365daysdoorproject a po drugie postanowienie, że drzwi w naszym mieszkaniu potraktujemy wyjątkowo. 

36668706_10213441157755780_2085002203239546880_n

Kiedy znalazłam nasze mieszkanie jedną z pierwszy rzeczy, które mnie w nim zauroczyły były właśnie drzwi wewnętrzne. Wszystkie oryginalne, poniemieckie. Duże, drewniane z pięknymi klamkami. Marzenie.

IMG-3219

 

 

IMG-3185

 

Były jednak zabejcowane na niezbyt lubiany przeze mnie kolor. Początkowo marzyły mi się surowe drewniane, ale z bejcą nigdy nie wiadomo jak głęboko weszła w drewno, w związku z czym nie miałam gwarancji, że uda mi się uzyskać efekt  zakorzeniony w mojej głowie. Drugą opcją było malowanie. I jak już wiecie postawiliśmy na malowanie i kolory . Pozostało tylko dobrać odpowiednie farby i kolory.

Przedpokój cały jest zachowany w bieli i tylko wielkie drzwi do łazienki miały być kolorystycznym akcentem. Niestety nie udało mi się znaleźć farby w barwie, którą miałam w głowie. Musiałam sama zmieszać kolor i przyznam, że nie było to łatwe, ale w końcu udało mi się uzyskać idealny odcień niebiesko delikatnie wpadającego w fiolet (w takim samym kolorze miałam buty do ślubu 😉 ) Do pomalowania drzwi od łazienki od strony przedpokoju użyłam farb mineralnych marki Fleur – klik! – i zabezpieczyłam je bezbarwnym pół-matowym lakierem tej samej firmy. Te same drzwi tylko od strony wewnętrznej pomalowałam białą farbą alkidową z wykończeniem również pół-matowym. Zdecydowałam się na farbę alkidową firmy Tikurilla – everal semi matklik! –  ze względu na charakter pomieszczenia. Chciałam żeby były odporne na wilgoć i częstotliwość ich użytkowania. Przyznam jednak, że malowanie tą farbą było bardzo męczące. Jej zapach powodował u mnie zawroty głowy i nudności, dlatego wrażliwcom zdecydowanie ją odradzam i polecam farbę akrylową wodorozcienczalną tikurilla – everal aqua. Taką tez farbą pomalowane zostaną drzwi wejściowe do mieszkania.

 

IMG-2267

 

 

IMG-2195

 

Różowe drzwi u Tosi w pokoju pomalowałam farbą Annie Sloan w kolorze  Antoinette – klik! -i zabezpieczyłam bezbarwnym woskiem. Ten odcień skradł moje serce już dawno temu i uważam, że na drzwiach prezentuje się powalająco. Tej samej barwy użyłam też do odnowienia stolika i krzesełka Tosi, a zobaczyć je możecie tu:  metamorfoza biurka i tu:   metamorfoza krzesełka dziecięcego 

IMG-1379

 

 

IMG-3183

Pozostałe drzwi pomalowałam farbami Fleur i zabezpieczyłam bezbarwnym woskiem.

IMG-3179

 

IMG-1490

 

Które podobają Wam się najbardziej? Ja chyba wszystkie lubię tak samo 🙂

.

.

.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project
 .
 .
 .
 .
 .
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko,
 .
Joanna Król 

 

 

 

 

 

 

łazienka w stylu vintage realizacja

Dzień Dobry!

 

Dawno dawno temu, w czasach przed remontem (tak teraz moje życie dzieli się na czas przed remontem i po remoncie, mimo że u siebie mieszkamy już prawie 10 miesięcy), napisalam post z inspiracjami łazienek w stylu Vintage. Pamiętacie? Jak nie to zapraszam tutaj!  Teraz chciałabym Wam pokazać efekt poszukiwań i mojej pracy, bo sporo elementów w tej łazience zrobiłam sama.

Do łazienki zapraszają oryginalne poniemieckie drewniane niebieskie drzwi (z małą nutką fioletu). Kolor ten długo tkwił mi w głowie i chwilę mi zajęło nim udało mi się uzyskać ten konkretny odcień. Do pomalowania użyłam farby mineralnej ‚Fleur’ w kolorze copenhagen blue z kapką pink rococco. Zabezpieczyłam je lakierem tej samej firmy.

image_123986672-2

 

Długo zastanawialiśmy co będzie na ścianach i podłodze. Nie lubimy standardowych łazienek i płytek. Poza tym łazienka jest mała i obawiałam się, że jeśli pokryjemy ściany standardowymi płytkami to optycznie będzie wydawała się mniejsza. Postanowiliśmy, więc znaleźć rozwiązanie dzięki któremu ściany będą zabezpieczone przed wilgocią i jednocześnie będą gładkie, bez łączeń i fug.

 

34157743_10213197883194068_1123305557617278976_n.jpg

 

 

Ostatecznie na ścianie za wanną mamy szkło lacobel w kolorze białym, a na pozostałych dwóch ścianach sama położyłam masę dekoracyjną imitującą efekt betonu firmy Jeger i zabezpieczyłam je impregnatem do ścian z efektem wosku.  Jedną ścianę w całości stanowią drzwi – drewniane oryginalne poniemieckie – pomalowane białą farbą ftalową o wykończeniu satynowym.

Na podłodze położone są płytki cementowe firmy ARTICIMA  Zabezpieczone impregnatem. Zarówno płytki jak i impregnat kupione w sklepie Dom Rustykalny klik!

 

 

podłoga

 

 

Sufit został pomalowany czarną farbą.

 

sufit

Szafkę pod umywalkę kupiłam na olx i pomalowałam mineralnymi farbami włoskiej firmy Fleur i zabezpieczyłam bezbarwnym lakierem. Kolor jakiego użyłam to Miami Milk. Farby Fleur można kupić tutaj!

.

IMG_0011

 

 

IMG_0006

 

Szafkę wiszącą dostałam w prezencie od znajomej w opłakanym stanie, dawniej była to szafka na zegar. Po zegarze nie zostało ani śladu, ale  ja ją wyczyściłam, dorobiłam półki, środek pomalowałam na czarno, z zewnątrz zabezpieczyłam olejem i voila. Szafka jak znalazł na wszystkie podręczne łazienkowe przybory.

Lustro i lampę wiszącą kupiłam w sklepie Westwing tutaj!

a betonowe lampki to firma Loft Light z Wrocławia, klik!

lustro

 

image_123986672-3

Bateria umywalkowa, deszczownica i częściowo bidetka w kolorze czarnym zamawiane były na Allegro i aliexpress.

Mieszacza do bidetki nie udało nam się znaleźć czarnego, więc kupiliśmy w kolorze miedzi i daliśmy do pomalowania proszkowego.

unnamed

 

bidetka

Moja wymarzona obudowa na wannę ze starych drewnianych desek pochodzi ze sklepu Regalia klik!  i jest zabezpieczona lakierem do mebli ogrodowych narażonych na trudne warunki atmosferyczne.

image_123986672

Ah i jeszcze półka na kosmetyki i drzwiczki z maszkaronem do wodomierza! Obie kupione na comiesięcznym legnickim targu staroci i pomalowane proszkowo na czarno.

drzwiczki do wodomierza

 

drzwiczki żeliwne

 

 

drzwi

A z tych mniej ciekawych elementów to umywalka i miska toaletowa są firmy Roca, wanna firmy Viega, a przycisk do spłuczki marki TECE.

Jak Wam się podoba taka łazienka? Ja przyznaję, że bardzo dobrze się w niej czuję. Dla nie których być może za dużo się dzieje na tak małej przestrzeni, ale dla mnie jest idealna. Ma się w niej wrażenie przytulności.  Jest bardziej pokojem kąpielowym tylko w skali mikro. Mam nadzieję, że  kiedyś będę miała okazję urządzić tego typu pomieszczenie w większym formacie. Trzymajcie kciuki, by to mini marzenie się spełniło.

.

.

.

.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project
 .
 .
 .
 .
 .
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko,
 .
Joanna Król 

żyrandol z drewnianych korali.

Cześć!
Macie czasem tak że coś zobaczycie i tak Wam się spodoba, że po prostu musicie to mieć? U mnie tak było w przypadku tej lampy. Pierwszy raz jak zobaczyłam lampę z drewnianych korali wiedziałam, że taka zawiśnie u mnie w mieszkaniu. Fajnie, kiedy coś nam się spodoba i jest to w zasięgu naszej ręki. W przypadku tej lampy tak nie było. Zaczęłam szukać, przegrzebałam pół internetu, a może nawet cały? Nie wiele jest miejsc, gdzie można zamówić takie cudo. Większość z tych miejsc jest za granicą, a nawet jak zdarzało się w polskich sklepach to cena oscylowała w okolicach 1400 zl.  Ostatecznie doszłam do tego, że najłatwiej i najtaniej będzie jeśli zrobię ją sama. Bo to przecież takie proste będzie, zamówić cały karton korali, włączyć wieczorem film i nawlekać…. Tylko jeszcze najpierw trzeba znaleźć odpowiedni stelaż i wyliczyć ile korali będzie potrzebnych. Ze stelażem udało się za trzecim razem. Korale domawiałam tylko raz 😉
Ale efekt końcowy jak dla mnie jest zachwycający i uważam, że warto było nawlekać, poświęcając nie jeden wieczór, a dobrych kilka – sama już nie wiem ile.
Poniżej zamieszczam kilka zdjęć, które rozbudziły we mnie chęć posiadania takiej lampy u siebie:
IMG_4713
żyrandol z korali
IMG_6017
lampa z korali
Moimi zdecydowanymi faworytami są lampy z pierwszego i ostatniego zdjęcia.
Taka lampa z surowych korali drewnianych będzie pasowała do wnętrz w stylu boho i skandynawskich. A tak naprawdę wszędzie tam, gdzie tylko uznamy, że wygląda dobrze i robi robotę 🙂

A teraz czas na instrukcję dla tych, którzy zachwycili się tak samo jak ja i pragną mieć taką lampę u siebie.

 korale.png
Do jej wykonania potrzebne będą:
stelaż o średnicy 20 cm  – 18,75 zł do kupienia TU
stelaż o średnicy 50 cm – 38,5 zł   do kupienia TU
• korale drewniane surowe o śr. 12 mm – 972 szt. – (13,53 zł – 100 szt.) do kupienia TU
• korale drewniane surowe o śr. 16 mm – 1242 szt. – (17,22 zł – 100 szt)  do kupienia TU
• korale drewniane surowe o śr. 20 mm – 432 szt. – (2,46 zł – 10 szt. )  do kupienia TU
• szpulka lnianych nici
• nożyczki
• igła z dużym oczkiem
• Ok trzech dobrych filmów – polecam Netflix 😉
• sporo cierpliwości
Koszt samych stelaży i korali to kwota 549,41 zł. Do tego musimy doliczyć koszt kuriera i nici. Całkowity koszt wyniesie, więc w granicach 600 zł. Czy to dużo? Tak i nie. Takie gotowe lampy kosztują powyżej tysiąca złotych i uważam, że to uczciwa cena za koszt materiałów i ilość pracy jakąś trzeba włożyć w jej wykonanie.
Jednak mimo wszystko mała kwota to też nie jest, ale jeśli lubimy otaczać się pięknem to warto zainwestować. W najprostszym pomieszczeniu taka lampa będzie wywoła efekt WOW! 🙂 
potrzebne
KROK 1 
Włączamy jakiś dobry film albo ulubiony serial. Bierzemy stelaż nr. 1 (zdjęcie powyżej). Środkowa część służąca zamontowaniu lampy na żarówce dzieli okrąg na 3 części. Na każdej z tych części zawiązujemy po 18 nici (czyli razem 54). Następnie zaczynamy nawlekać korale licząc od góry w następującej ilości:
8 szt. korali o średnicy 12 mm
13 szt. korali o średnicy 16 mm
8 szt. korali o średnicy 20 mm
Żeby ułatwić sobie zadanie przydatna będzie duża igła z dużym oczkiem. Drewniane korale mają to do siebie, że często w środku nie są idealnie gładkie i może być problem z przewleczeniem samej nici.
Nawlekamy,  aż uzyskamy efekt z poniższego zdjęcia.
nawleczone korale
nawleczone korale leżące
 KROK 2.
Przywiązujemy nici do dużego okręgu (okrąg nr. 2 ze zdjęcia z potrzebnymi rzeczami) układając go w ten sposób, by wypukłą stroną był skierowany ku górze. Włączamy kolejny film i zaczynamy na nowo nawlekanie. Znowu licząc od góry:
10 szt. korali o średnicy 16 mm
10 szt. korali o średnicy 12 mm
KROK 3.
Uf! Już prawie koniec. Bierzemy ostatni okrąg (nr. 3 ze zdjęcia z potrzebnymi rzeczami) i przywiązujemy do niego poszczególne nitki.
Teraz pozostaje tylko zawiesić żyrandol i cieszyć się jego widokiem każdego dnia.
Na koniec jeszcze dwie kwestie, które trzeba rozważyć przed decyzją o wykonaniu takiej lampy:
1. Lampa taka jest dość ciężka, musimy więc być pewni, że nasz strop i sposób w jaki jest zamontowana podsufitka udźwignie taki ciężar.
2. Drewniane korale są drewnianymi koralami, nie przepuszczają więc światła, a jedynie przechodzi ono między nimi, wychodzi górą i dołem. Dlatego musimy zastanowić się jaką żarówkę zamontujemy w środku i czy na pewno lampa tego typu nadaje się do pomieszczenia, w którym wymarzyliśmy sobie, że będzie wisieć.
U mnie wisi ona w sypialni, gdzie nie potrzebuję specjalnie jasnego światła, a w suficie mam zamontowany hak, dlatego mogę spać spokojnie, że całość nie spadnie nam w środku nocy na łóżko.
A prezentuje się ona tak:
lampa z drewnianych korali DIY
żyrandol z drewnianych korali
lampa z drewnianych korali
drewniany żyrandol
lampa drewniana w sypialni
lampa z korali w sypialni
Wg mnie warto było poświęcić kilka wieczorów na jej wykonanie. Jestem pewna, że będzie długo u mnie wisieć i prędko mi się nie znudzi. Jest kwintesencją wszystkiego co lubię. Jest surowa, drewniana, ma prosty kształt, ale jednocześnie jest mocno dekoracyjna.
 .
 .
 .
 .
 .
Zgadzacie, się ze mną, że robi klimat w sypialni? 🙂
 .
 .
 .
 .
 .
Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project
 .
 .
 .
 .
 .
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko,
 .
Joanna Król 

łazienka w stylu Vintage – inspiracje

Cześć!

Po dość długiej przerwie, w końcu zasiadłam do komputera żeby napisać dla Was post. I trochę dla siebie 😉 Ostatnio dużo się dzieje, odebraliśmy klucze od mieszkania, pochłonął nas remont, który już powoli powoli dobiega końca. W między czasie oficjalnie założyłam działalność, w związku z czym miałam sporo załatwiania i latania po urzędach, księgowych itd. Ale w końcu oficjalnie jestem na swoim, oficjalnie zajmuję się projektowaniem wnętrz i stylizacją mebli. Mam swoją własną stacjonarną pracownię (która również czeka na urządzenie). Poza tymi pochłaniaczami czasu robię projekt domu jednorodzinnego, przede mną pierwszy projekt home stagingowy, który mam nadzieję pokazać Wam na blogu i całkiem spora sterta mebli do odświeżenia. A w między czasie sterty czytanych książek, i rodzinne spacery w słoneczne dni, które pozwalają mi na chwilę zwolnić i nabrać oddechu. Powoli wszystko zaczyna nam się stabilizować, dni mam wypełnione do granic możliwości, ale tak lubię żyć najbardziej 🙂 Jednak o tym chcę Wam przynudzać, a pokazać łazienki w stylu vintage, czyli zbiór inspiracji do mojej własnej łazienki i moodboard do naszego maleństwa. Gotową łazienkę pokażę Wam jak już będzie w 100% gotowa.

Kiedy postanowiliśmy kupić mieszkanie, musieliśmy ustalić jak będziemy chcieli je urządzić. Na całe szczęście mamy z moim Fabianem podobny gust, więc nie było to trudne. Ja sama mam bardzo różnorodny gust, lubię przede wszystkim wnętrza oryginalne, nie przeciętne, inne. Zresztą wszystko w życiu takie lubię – wyróżniające się. Uwielbiam mieszanki stylowe, kolorystyczne, materiałowe i jednocześnie ponadczasowe. Lubię łączyć całkiem nowe z całkiem starym. Mój Fabian uwielbia czerń i beton. Oboje nie lubimy płytek na ścianach w łazience. Nie lubię trendów i ślepego podążania za nimi, bo zwykle kończy to się wnętrzami na jedno kopyto, które po pół roku nam się nudzą, a musimy dalej w nich funkcjonować. Popatrzcie na zebrane przeze mnie inspiracje:

dark-indsutrial-bathroom

 

18290119_10210206546012508_728042533_o

 

ed8303b9d221bfc33eceae0aa617d415

 

plytki-ceramiczne,big

 

tumblr_inline_n6au6dSTfi1rc89a3

 

czarna_deszczownica_w_bialej_lazience_w_stylu_klasycznym

 

012a6fc20da191e947458a8aec6950a4

 

bathroom-plank-wall-2B-1-2Bof-2B10-1

 

 

e1b8176d0219ebf3d2b65d0cf2896fdc

 

bathroom vanity 030

 

 

Dlatego urządzając naszą łazienkę, zdecydowaliśmy się wybrać materiały, które są trwałe i nas urzekają, a dodatkowo są klasyczne. Postanowiliśmy więc na podłogę położyć cementowe wzorzyste płytki, wannę obudować starym drewnem, a na ścianach położyć białe szkło (narożnik przy wannie) i beton. Drzwi zostają stare drewniane poniemieckie ze starymi klamkami, po ich dwóch bokach są drewniane nieruchome skrzydła drzwi pasujące drzwi, które od strony łazienki zostają odsłonięte, lecz pomalowane na biało i polakierowane. Całości mają dopełnić czarne baterie w stylu retro, tafla lustra o fantazyjnym kształcie zawieszona na łańcuszku, stylowe kinkiety oraz szklana lampa. Do tego takie smaczki jak stare żeliwne drzwiczki z maszkaronem do wodomierza (pomalowane proszkowo na czarno), żeliwny uchwyt na papier toaletowy i stara żeliwna półka kupiona na starociach. Ah i oczywiście pod umywalką nablatową stara szafka na fikuśnych nóżkach pomalowana w odcieniach niebieskiego farbami mineralnymi. Popatrzcie na stworzony przeze mnie moodboard:

moodboard łazienka łukasińskiego .jpg

Ja już nie mogę się doczekać efektu końcowego, a Wy? Lubicie takie łazienki w stylu vintage?

 

 

Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza! 🙂 A jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

papierowa choinka

Cześć 🙂

jesień minęła mi nie wiem kiedy. Dużo się wydarzyło, były dni bardzo intensywne i szybkie, ale też całkiem powolne. Było kolorowo, jesiennie, jakbym wczoraj biegała z Tosią wśród drzew i zbierała kasztany, a tu nagle grudzień, wszędzie choinki i mikołaje. Ostatni miesiąc był wypełniony wyjazdami, sporą ilością pracy, a później chorobami, dlatego  świąteczny nastrój dopiero wkracza do naszego domu.  Zaczęłyśmy robić już pierniczki, a dzisiaj postanowiłam wyjąć moją papierową choinkę. Zrobiłam ją 4 lata temu. Co roku ją wyciągam i dalej tak samo ją lubię. Powstała jeszcze zanim Tosia była w planach, a ja studiowałam i mieszkałam we Wrocławiu. Na święta jeździłam do domu, ale w studenckim mieszkaniu chciałam mieć jakiś świąteczny akcent. Nie chciałam żywej choinki, bo wiedziałam, że nie przetrwa świąt bez podlewania. Sztucznych plastikowych choinek nie trawię. Dlatego postanowiłam zrobić choinkę z papieru. Mała, prosta dekoracja, może stać długo i nie uschnie, zawsze wygląda tak samo świeżo 😉

Do jej wykonania użyłam:

długiej wykałaczki,

kartek wyrwanych ze starych katalogów meblarskich

grubej tektury.

Kartki pocięłam na kwadraty. Najmniejsze mają boki długości 1,5 cm, a najdłuższe 18 cm. Między kolejnymi kwadratami robiłam ok. 0,5 – 1 cm.

materialy-na-papierowa-choinke

Kartonowe kwadraty muszę być mniejsze, żeby nie było ich widać, trzeba przekładać nimi papierowe kartki, żeby choinka miała ładny kształt i była stabilniejsza.

podstawa-choinki-papierowejpoczatek-papierowej-choinkichoinka-papierowa

Robimy takiego przekładańca do samej góry. na czubku montujemy jakiś ozdobnik. U mnie jest to złoty dzwoneczek. W poprzednich latach był to mini drewniany spinacz z białym filcowym reniferkiem.

papierowa-choinka-z-gory

choinka-papierowa-z-losiem-i-lampionem

choinka-papierowa-z-gory-obok-losia

Tak proste rozwiązanie, a taki efekt. Jak Wam się podoba? Mi marzy się taka ze starych nut.

Na żywą choinkę muszę jeszcze poczekać, bo tradycyjnie kupujemy i ubieramy dzień przed wigilią, ale ozdoby już zaczynam szykować i na dniach Wam je pokażę. A Wy macie już choinki w swoich domach? Żywe, sztuczne czy jakieś oryginalne, z gałęzi, drewnianych desek lub papieru jak ta moja? 🙂

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

metamorfoza pudełek na drewniane klocki

Czeeeeść,

w pierwszej kolejności chcę przeprosić za ominięcie weekendowego wpisu, czuję że muszę się wytłumaczyć, bo zależy mi na blogu, na Was i na Waszym zaufaniu. Nie dałam jednak rady  przygotować na czas weekendowego wpisu, bo miałam  i nadal mam sporo papierkowej roboty, a związana jest ona z kilkoma dość dużymi przedsięwzięciami, które planuję zrealizować w niedalekiej przyszłości i które pochłaniają dość sporą część moich myśli i czasu w ostatnich dniach. Mam nadzieję, że już niedługo zobaczycie efekty mojej pracy 🙂

A póki co dziś będzie prosta, szybka metamorfoza kartonowych pojemników na pudełka na klocki, której dokonałam już dość dawno, ale jakoś nie miałam weny żeby Wam ją pokazywać, zresztą brakuje mi zdjęć przed i musiałam je ściągnąć z internetu. Ale tak już mam, że jak coś mi się wyjątkowo nie podoba to bez zastanowienia próbuję to usunąć. Musicie mi więc wybaczyć czasami brak zdjęć, a ja obiecuję poprawę! 🙂 Nigdy nie zapomnę, jak kilka lat temu wprowadzaliśmy się z moim wtedy jeszcze nie mężem do wynajmowanej kawalerki. Na jednej ze ścian były położone dwa pasy paskudnej tapety, która do niczego nie pasowała i była położona w totalnie bezsensowym miejscu. I co my wspaniałomyślnie zrobiliśmy, jak tylko dostaliśmy klucze od mieszkania? Zerwaliśmy tę paskudę, a dopiero później zaczęliśmy się zastanawiać co z tym dalej zrobić 😉 Tak samo było z tymi pojemnikami, które pewnie większość z Was kojarzy. Jak dla mnie są one nieakceptowalne. Paskudne. Za bardzo kolorowe. Po prostu złe. Zgadzacie się ze mną? Ciągle nie rozumiem, dlaczego producenci zabawek dla dzieci nie mogą się wysilić i zrobić ŁADNYCH opakowań, które nie będą szpeciły każdego dziecięcego pokoju.

 

 

eichhorn-color-wooden-building-blocks-100002226_03-850x680

Wracając do kloców. Jak już trafiły do naszego domu, to oczywiście od razu zaczęłam sprawdzać czy da się zerwać tę ‚piękną’ etykietę. I dało się. Więc rach ciach i pudełka wyglądały tak:

4

Do ich oklejenia użyłam foli ozdobnej samoprzylepnej kupionej w leroy merlin, czarnej w białe kropki. Dodatkowo zamiast plastikowych uchwytów za montowałam gruby bawełniany sznurek, po prostu przewlokłam go przez dziurki i od wewnętrznej strony pudełka zawiązałam supełki. Folię przed naklejeniem wymierzyłam, na wysokość zostawiłam trochę zapasu u góry i u dołu. Owe zapasy z dwóch stron ponacinałam i przykleiłam. Nacięcia zapobiegły marszczeniu się foli na brzegach. W taki sam sposób oklejałam, dodatkowo tą samą folią rolki papieru toaletowego, kiedy robiłam organizery na spinki o tu: klik!.

3

Po oklejeniu pojemniki wyglądają tak:

6

Pojawiły się one już wcześniej na blogu w poście o metamorfozie biurka o tu: klik!.

07

 

04

012

Jak Wam się podoba nowa wersja pojemników? Wam zdarza się przerabiać opakowania zabawek lub innych produktów?

 

Pozdrawiam, Joanna Król

 

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

metamorfoza stołka ze schodkiem IKEA – Bekväm

Cześć ! 🙂

Jak co tydzień w środę mam dla Was metamorfozę. Mam nadzieję, że się cieszycie 😉 Zanim jednak przejdę do prezentacji to chcę Wam podziękować za tak pochlebne komentarze pod ostatnim postem. Przekonały mnie one do tego, żeby jednak kontynuować cykl ‚5 sposobów na”. Mam nadzieję, że uda mi się je regularnie realizować i dostarczać Wam kolejnych inspiracji. W głowie mam pełno pomysłów, na mniejsze i większe projekty, tylko jakoś doba mi się wydłużyć nie chce 😛 Na szczęście wszystko jakoś ostatnio układa się po mojej myśli. Jeden plan mam dość spory, na razie nie zdradzę jaki, ale powiem Wam, że na myśl o nim nie mogę przestać się uśmiechać 🙂 Szykujcie się, więc na spore zmiany na blogu i jeszcze większą niespodziankę, mam nadzieję, szybciej niż później.

Przejdźmy w końcu do metamorfozy i słynnego stołka z IKEI, o nazwie Bekväm. Zastanawialiście się kiedyś, co znaczą nazwy mebli w Ikei? Ja właśnie sprawdziłam i Bekväm znaczy „komfortowy”. Faktycznie stołek taki jest, ale… zawsze może być lepiej 😉 Stołek u nas na stałe gości w kuchni, kuchnia jest wąska, a w niej przy ścianie (przytulony dłuższym bokiem) stoi równie wąski stół, przy jego krótszych bokach stoją krzesła, czyli jest ich dwa a nas w domu pięcioro (!) Rzadko jednak zdarza się, że jemy posiłki wszyscy razem, jeśli taka sytuacja ma miejsce to zasiadamy przy dużym stole w jadalni. Rano zwykle jemy w trójkę lub czwórkę i się spieszymy więc korzystamy ze stołu w kuchni. Przy dłuższym boku stoi Tripp Trapp Tosi, zajmuje niewiele miejsca, więc się o niego nie potykamy. Kolejne krzesło jednak nie dałoby rady się zmieścić, a że zabudowa w kuchni jest dość wysoka to stołek Bekvam idealnie się sprawdza do wyciągania rzeczy z górnych szafek, ale również do siedzenia przy stole. I w przypadku siedzenia taki komfortowy to on już nie jest, a w związku z jesienią, która przyszła tak nagle, postanowiłam go ubrać w sznurkowe skarpetki i wdzianko. Teraz naprawdę jest BEKVÄM! 🙂

stołek w kuchni.jpg

Stołek już wcześniej był pomalowany na biało, teraz go tylko odświeżyłam, oczywiście farbą Annie Sloan, w kolorze Pure. Niestety zawoskowałam, go i dość szybko się przybrudził, przyszłościowo planuję go wyczyścić, pomalować raz jeszcze i zalakierować. Na szary kolor wdzianka zdecydowałam się po pierwsze, dlatego że kuchnia jest biało czarna z brązową podłogą, po drugie ze względu na kurz 😉 Wykorzystałam 3 odcienie szarości, skarpetki są najjaśniejsze i najbardziej zbliżone do kurzu, który zawsze zawsze zbiera się na filcach przyklejonych do spodu nóg od krzeseł. Siedzisko jest zaś ubrane w najciemniejszy odcień, dzięki temu uzyskałam efekt Ombre, a dodatkowo stołek nie jest nudny i przytłaczający.

Do zrobienia ubranek musiałam kupić 3 motki po 50 m bawełnianego sznurka, po jednym z każdego koloru, jednak nie zużyłam wszystkiego , szydło o grubości 15 mm, dokładnie to samo, którym robiłam te kopertówki: klik! i klik!.

dużo sznurka.jpg

Wszystko robiłam półsłupkami. Na pierwszy ogień poszły skarpetki.

Zaczęłam od 6 oczek, następnie półsłupki, po jednym w każde oczko, a w krańcowe po 3. Tak jak na rysunku poniżej. Dalej jedziemy dookoła po jednym półsłupku w każde oczko. Nic więcej już nie naddajemy. Robimy aż wysokość będzie nas zadowalała, ja zrobiłam dość krótkie skarpetki, ale może ktoś z Was pokusi się o podkolanówki? 😉

wzor-skarpetki

sznurkowy-szydelkowy-lancuszek

podstawa-skarpetki

sznurkowe-szydelkowe-skarpetki

sznurkowa-skarpetka

Kubraczki na stopnie to zwyczajne prostokąty. Nie podam Wam dokładnie na ile oczek robiłam, bo nie liczyłam, tylko po prostu mierzyłam. Pamiętajcie jedynie o tym, że długość łańcuszka nie będzie odpowiadała szerokości na jaką wyjdzie Wam prostokąt. W miarę dziergania łańcuszek się kurczy, dlatego zawsze trzeba zrobić trochę zapasu.

sznurek-z-bliska

 

Jak już miałam gotowe prostokąty to wzięłam dodatkowy sznurek i związałam od dołu, tak jak sznurujemy buty. Przewlekałam co drugie oczko. Wygląda to tak:

stolek-od-spodu

Specjalnie zrobiłam zdjęcie z kurzem, żeby pokazać jak ładnie się wpasowuje 😉 nie będę udawać, że go u nas nie ma, bo jest. W każdym domu, możemy tylko sprawić żeby nie kuł zbytnio w oczy, kiedy akurat nie mamy czasu biegać z odkurzaczem i pozbywać się każdego pyłka.

kurz-na-skarpetce-stolka

stolek-w-ubranku

 

Jak podoba Wam się moja jesienno-zimowa wersja stołka? Ubrałybyście swój w takie wdzianko? 🙂

 

Pozdrawiam cieplutko, Joanna Król

 

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

5 sposobów na przemianę poduszek BEZ szycia

 

Cześć cześć,

dzisiaj chcę Wam pokazać 5 sposobów na metamorfozę poduszki bez szycia. Jak już pewnie wiecie przeprowadzałam się w moim nie tak długim życiu już kilka razy. Każde mieszkanie oczywiście było inne i do każdego z nich MUSIAŁAM kupić przynajmniej kilka dodatków, między innymi poduszki. Po ostatniej przeprowadzce zorientowałam się, że mam ich już dość sporo, i nawet nie było problem to, że każda jest z totalnie innej bajki, ale to, że już zwyczajnie mi się znudziły i nie pasują, ani do mieszkania moich rodziców, w którym aktualnie tymczasowo pomieszkuję, ani do mojego przyszłego wymarzonego M. Szyć potrafię, ale maszyny niestety nie posiadam, zaczęłam więc kombinować jak można odmienić poduszki bez szycia i w sumie w większości z recyklingu.

5-sposobow-na

1.  Lubicie skórę? bo ja tak, skórzane poduszki są bardzo drogie, a ja znalazłam sposób jak to obejść, potrzeba jedynie odrobię czasu i szczęścia. Kiedyś z lumpie znalazłam skórzane spodnie, rozmiar był duży, więc było co ciąć, nie pamiętam już ile za nie zapłaciłam, bo dawno je kupowałam, a kawałki skóry wykorzystywałam do różnych mniejszych projekcików. Tak więc skóra za grosze z lumpeksu, bawełniany sznurek (można też użyć skórzanego rzemienia, lub bawełnianej tasiemki, co komu w oko wpadnie), dziurkownice (tak to się nazywa? Oo), nożyczki, linijkę i coś do pisania, to wszystko czego potrzebujecie. 

Mierzycie poduszkę (to akurat podusia jeszcze z mojego dzieciństwa ;)), wycinacie ze skóry odpowiedniej wielkości dwa kwadraty, czy prostokąty, zależy jakiego kształtu macie poduszkę, na lewej stronie co ok. 2 cm, zaznaczacie kropki, pamiętajcie, żeby ilość i rozmieszczenie kropek na obydwu  kawałkach materiału się zgadzały! Dziurkujecie i przewlekacie sznurek. Proste, prawda? 🙂

jak-zrobic-skorzana-poduszke

skorzana-poduszka-z-kokardkapoduszka-skorzana

2. Drugą poszewkę zrobiłam ze starego t-shirtu, no może nie aż tak starego, ale trochę już się sfatygował i mnie irytował, a napis na nim jest na tyle fajny, że szkoda było mi go wyrzucać. Przerobiłam go i nadal mogę cieszyć się wzorem. Dwa w jednym. Akurat miałam poduszkę, która idealnie pasowała na szerokość koszulki, obcięłam więc tylko jej górę, ale jeśli poduszka jest mniejsza, można obciąć również boki. Nacinamy dół i górę, i zawiązujemy supełki. Jeśli wiszące frędzelki są za długie to możemy je przyciąć do odpowiedniej długości.  Gotowe!

poszewka-na-poduszke-z-koszulki-krok-po-kroku-cz-1poszewka-na-poduszke-z-koszulki-krok-po-kroku-cz-2poszewka-na-poduszke-z-koszulki

 

poszewka-na-poduszke-z-koszulki-rog

 

3. Trzecia poduszka w ogóle wydawała mi się problematyczna, ze względu na jej nie regularny kształt, ale kiedy już zrobiłam koszulkę z Zołzą, to wiedziałam, że aparat też muszę ubrać w t-shirt, ale dodatkowo w jakiś sposób zamaskować kształt. Naszykowałam więc dwie koszulki, w różnych kolorach, nożyczki i ołówek, może się przydać również deska do krojenia, albo po prostu coś sztywnego jak książka lub jakiś magazyn. Podobna historia jak powyżej, obcinamy górę i nacinamy. Do środka wkładamy sobie naszą podkładkę, ja do tego użyłam plastikowej deski do krojenia. na całej powierzchni rysujemy  kreseczki, ilość i odległość zależy od tego jaki efekt chcemy uzyskać. Ja na koniec jeszcze robiłam dodatkowe nacięcia i wypełniałam luki, ale do rzeczy. Nacinacie zaznaczone kreseczki. Z drugiej koszulki wycinacie kilkucentymetrowe paski. Wkładacie poduszkę do koszulki, zawiązujecie supełki u góry i u dołu, a przez nacięcia przewlekacie paseczki zawiązujecie supełki. Tu można poszaleć, można zrobić tylko kilka frędzelków, można zapełnić całą powierzchnię, albo zrobić jakiś wzór. Możliwości jest tyle ile ludzi na tym świecie 🙂

 

poszewka-na-poduszke-z-fredzelkami-krok-po-kroku-cz-1poduszka-z-fredzelkami-krok-po-kroku-cz-2

 

poszewka-na-poduszke-z-fredzelkami

 

4. Czwarta opcja to użycie dwustronnej, klejącej taśmy termicznej. Możecie taką bez problemu dostać w każdej pasmanterii. Po kursie krawieckim zostały mi niewielkie kawałki lnu w dwóch kolorach i idealnie przypasowały mi do podłużnej poduszki. Dodatkowo postanowiłam ozdobić poszewkę chwostami zrobionymi z bawełnianego sznurka w kolorze naturalnym. 

 

lniana-poszewka-bez-szycia

Pierwszą czynnością było odmierzenie odpowiednich prostokątów. Jeden zrobiłam dłuższy, tak jak widać na zdjęciu, gdyż nie chciałam robić żadnego zamknięcia typu guziki, zamek czy troczki, a jedynie kieszonkę, która uniemożliwi wysuwanie się poduszki na zewnątrz.

Brzegi tkanin, które będę przy otwarciu poszewki podłożyłam.Taśma  działa w ten sposób, że układamy ją w tym miejscu gdzie chcemy żeby była przyklejona,przyprasowujemy gorącym żelazkiem, odklejamy wierzchni papier  zabezpieczający, przykładamy drugą tkaninę, czy też tak jak w tym przypadku nasze podłożenie i znowu przyprasowujemy.

Następnie odwróciłam tkaniny lewymi stronami do siebie, ułożyłam  na brzegach taśmę i sprasowałam. Wywróciłam  na drugą stronę i poszewka właściwie mogłaby być gotowa, ale ja wymarzyłam sobie chwosty. Jak już je przygotowałam, to wszyłam  w każdy róg i już, gotowe. To moja ulubienica 🙂

 

lniana-poszewka-bez-szycia-krok-po-kroku-cz-1poszewka-lniania-z-chwostamipoduszka-dwustronna-z-fredzlamichwost-bawelniany

Do metamorfozy ostatniej z poduszek wykorzystałam koszulę z kołnieżykiem i tak jak przy lnianej poszewce taśmy dwustronnej klejącej termicznej. Muszę przyznać, że w przypadku tej poszewki taśma sprawdziła się o wiele lepiej, niż przy lnie.Len podejrzewam, że niedługo będę musiała przeszyć, natomiast koszula była wykonana z cieniutkiego materiału i taśma dała radę. Na szerokość koszula była za szeroka, obcięłam, więc boki razem z rękawami, docięłam dół

poduszka-z-koszuli

 

Z odciętego fragmentu materiału wycięłam taki jakby karczek, który przyprasowałam, i który posłużył za kieszonkę na poduszkę oraz zasłonił otwór na głowę. Poduszkę wkładamy w poszewkę poprzez rozpięcie guziczków 🙂

podzuszka-z-koszuli-krok-po-kroku

 

poduszka-z-koszuli-z-kolniezykiem

 

poduszka-z-kolniezykiem

 

unadjustednonraw_thumb_3040

 

unadjustednonraw_thumb_3041

 

Wszystko jasne? 😉 Która wersja podoba Wam się najbardziej? Lubicie w ogóle moje posty z cyklu ‚5  sposobów na …” ? Ich przygotowanie zajmuje mi trochę czasu i zastanawiam się czy mam go dla kogo kontynuować… Także proszę o komentarze! 🙂

 

Pozdrawiam ciepło, Joanna Król

 

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! 

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

metamorfoza kuchennej półki

Cześć,

Dawno nie było tu żadnej metamorfozy. Półkę, którą Ci dzisiaj pokażę zrobiłam już jakiś czas temu, ale wiesz jak to jest z facetami, trochę musiałam poczekać, aż zawiśnie na ścianie i będę mogła zrobic odpowiednie zdjecia 🙂  Półkę kupiłam zupełnie przypadkowo na targu, takim z warzywami, gdzie na końcu stoi kilku facetów i sprzedaje co dało się z domu wynieść. Jak zapytałam o cenę półki to usłyszałam ‚a jest Pani zainteresowana, czy tak tylko pyta?”, nigdy nie zrozumiem toku rozumowania takich ludzi. Przecież gdybym zainteresowana nie była to bym nie pytała. Tu wychodzi mój charakterek, nie lubię tracić czasu na bez sensowne działania. Lubię konkrety. Tak czy siak Pan półkę mi sprzedał i powiedział, że żona wystrój kuchni zmieniała i jej nie pasowała kolorystycznie 😉 a ja od razu jak ją zobaczyłam to wiedziałam, że jeśli zabiorę ją ze sobą do domu to zaczarujęna biało 🙂

W dniu zakupu półka wyglądała tak (nie dość, że ciężka to nieporęczna, ledwo doniosłam do auta)

unadjustednonraw_thumb_2920-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_293b-kopia

Chciałam użyć farby kredowej Annie Sloan, dlatego tylko deliktnie przetarłam papierem ściernym, odkurzyłam i odtłuściłam benzyną ekstrakcyjną.

unadjustednonraw_thumb_292c-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_2927-kopia

Następnie wzięłam się za malowanie. Farbę tak jak pisałam wybrałam Annie Sloan, tym razem w kolorze Pure. Malowałam pędzlem, dwie warstwy, pózniej przetarłam papierem ściernym, odkurzyłam, położyłam kolejna warstwę farby, znowu przetarłam, odkurzyłam i zawoskowalam.

 

unadjustednonraw_thumb_2930-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_293a-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_293e-kopia

A pózniej czekałam dwa tygodnie aż zawiśnie na ścianie 😉

unadjustednonraw_thumb_3043-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3047-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3045-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3050-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3044-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3048-kopia

 

unadjustednonraw_thumb_3078-kopia

Jak Wam się podoba taka półka i taki styl? Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się opinią w komentarzu 🙂

Pozdrawiam ciepło, Joanna Król

 

 

 

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

 

 

„365 days door project”

Dobry wieczór,

Dziś powinien być post z cyklu „5 sposobów na…”, ale akurat dziś wypada 1 październik, a właśnie na tę datę zaplanowałam rozpoczęcie na instagramie pewnego projektu, o którym chciałam Cię poinformować i prosić o wsparcie i trzymanie kciuków w jego powodzeniu. Jeśli śledzisz mojego bloga od początku to wiesz o moim małym zboczeniu, miłości, słabości jaką są drzwi. Uwielbiam drzwi rożne, te bardziej nowoczesne, ale też stare rzeźbione, ale największą sympatią darzę kolorowe i te stare, zapomniane, z których łuszczy się farba i zachodzą rdzą, dzięki czemu można dostrzec na nich przeróżne odcienie i pewną malarskość. Zdjęcia drzwi zaczęłam robić na wycieczce do Londynu, część z nich możecie zobaczyć w tym poście klik!, a później już jakoś poleciało. Za każdym razem kiedy widziałam urokliwe drzwi, które chwytały mnie za serce cykałam im fotkę. Podczas ostatniego pobytu w Krakowie pokazywałam Lucynie zdjęcia z wakacji. Wsród nich dostrzegła sporo zdjęć właśnie drzwi i powiedziała, że powinnam coś z nimi zrobić. (Dzięki Lucy :*) Tak narodził się pomysł na „365 days door project”. Od tamtej pory już całkiem dostałam obsesji na punkcie drzwi i zaczęłam się wszędzie za nimi rozglądać, a nawet chodzić przez różne podwórka!

 

365daysdoorproject-day-1
Jeśli podoba Ci się pomysł tego projektu to zapraszam do obserwowania klik! i proszę o trzymanie kciuków i pozostawienie komentarza w ramach wsparcia, żebym naładowała się energią i motywacją na cały rok! 🙂

 

 

 

Pozdrawiam ciepło, Joanna Król

Jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!.

 

 

 

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.