Jak urządzić salon idealny?

Dla jednych sercem domu jest kuchnia, a dla innych salon. Ostatnio bardzo często te dwa łączy się ze sobą, ale bez względu na to czy salon jest samodzielnym pomieszczeniem, czy tylko wydzieloną częścią większego pomieszczenia, tak jak jest to u nas, zanim przystąpicie do jego urządzania powinniście zadać sobie bardzo ważne pytanie.

Czy to będzie miejsce spotkań i długich rozmów z przyjaciółmi czy też strefa relaksu, w której wieczorem będzie można się wygodnie rozłożyć i oglądać filmy?  Odpowiedź na to pytanie będzie grała dużą rolę przy wyborze właściwie wszystkich elementów do salonu, ale przede wszystkim sof.

 

IMG_3613

 

My w dwóch mieszkaniach mieliśmy sofy ‚do leżenia’, wieczorami kiedy Tosia już spała mogliśmy wygodnie się usadowić w pozycji pół leżącej i po całym dniu odpocząć. ALE. W obydwu przypadkach kiedy przychodzili do nas znajomi było nie wygodnie. Każdy się kręcił i nie mógł znaleźć miejsca, sofa wymuszała kładzenie, a przecież głupio tak przyjść do kogoś i się wyłożyć. Nie wiem jak Wy, ale ja jak do kogoś idę to zwykle po to żeby porozmawiać, a lubię prowadzić konwersację siedząc naprzeciw, patrząc na drugą osobę. Może wynika to z tego, że jestem osobą bezpośrednią i szczerą. A może po prostu z tego, że nie lubię marnować czasu i kiedy się z kimś spotykam to nie tracę go na wspólne bezsensowne gapienie w tv (chyba, że leci program o wnętrzach, to co innego 😛 ). W Polsce powszechne jest ustawianie sofy i foteli, ewentualnie sofy narożnej  naprzeciw telewizora, do tego często zbyt mały i niestabilny stolik kawowy, który z trudem mieści napoje dla wszystkich gości. Ja nie bardzo lubię takie rozwiązanie. Sofę do leżenia z maciupkim stolikiem mogłabym mieć, jakbym miała dodatkowe pomieszczenie na coś w rodzaju sali kinowej. Póki takiego pomieszczenia nie mam decyduję się na oglądanie filmów na siedząco, lub kiedy mam ochotę to w łóżku. A salon pozostawiam na miejsce do siedzenia, picia porannej kawy i popołudniowej herbaty oraz pogaduszki.  Pamietam, jak jakieś 2-3 lata temu kupiłam magazyn wnętrzarski, to chyba było ‚czas na wnętrze’. Nie jestem pewna co do tytułu, ale do dziś mam przed oczami okładkę, na której był pokazany salon z, uwaga, dwiema sofami i ławką, które były ustawione na środku pomieszczenia, a pomiędzy nimi sporej wielkości stolik kawowy. Od razu pokazałam to Fabianowi i zgodnie stwierdziliśmy, że jest to genialne rozwiązanie i tak właśnie będziemy chcieli mieć w naszym przyszłym mieszkaniu. Wnętrze z okładki było dużo większe niż nasz cały salon z kuchnią, ale mimo to udało nam się zaaranżować kącik wypoczynkowy z dwiema sofami.

 

IMG_3393

 

Decyzja dość szybko padła na sofy Harry z firmy Sofa Company, gdyż są one naprawdę niewielkie i gabarytami idealnie wpasowały się w nasz niewielki kącik. Pozostało tylko wybrać rodzaj i kolor tkaniny oraz wybarwienie nóżek. Nie lubimy standardowych kompletów, dlatego wybraliśmy dwa różne kolory. Postawiliśmy na tkaninę velvet w odcieniu Plum oraz Petrol. dodatkowo, żeby było spójnie postanowiłam, że guziki mają być w kontrastowej kolorystyce. I tak jedna  sofa  jest w kolorze Plum z guzikami w kolorze Petrol, a druga odwrotnie. Sofy Harry są naprawdę wyjątkowe, gdyż mają niewielkie gabaryty, a mimo to są niesamowicie wygodne i w dodatku piękne! Tym właśnie charakteryzuje się dobre wzornictwo. Przemyślany jest każdy detal, wizualny i funkcjonalny.

24

 

IMG_3666

 

Między dwiema sofami postanowiliśmy postawić prostokątny stolik w stylu industrialnym z Ikei. Nasz stolik jest wyposażony z półkę na dole, co jak wszystko ma swoje dobre i złe strony. Na dole mamy miejsce na aktualnie czytane gazety czy książki, pudełko z chusteczkami higienicznymi, ale nie zawsze jest to pięknie ułożona kompozycja. Możecie sobie tylko wyobrazić to skupisko kolorowanek, tiar, różdżek i samochodzików 😉

IMG_3408

Świetnym rozwiązaniem na dodatkowe powierzchnie poziome przy sofach do odstawienia właśnie pitej kawy podczas rozgrywek w planszówki są niewielkie stoliki ustawione po bokach sof. Nam wystarcza ten między sofami, ale mamy w pobliżu parapet i niewielką komodę. No i tę półkę pod stolikiem 😅

IMG_4082

Tak jak wspomniałam na początku, salon nie zawsze jest osobnym pomieszczeniem, jeżeli jest częścią większego pomieszczenia to warto pomyśleć jak można część wypoczynkową oddzielić wizualnie od reszty. U nas strefa wypoczynkowa jest wyraźnie wyznaczona dużym dywanym, którzy mieści na sobie obie sofy oraz ciemną ścianą, wypełnioną galerią obrazów i fotografii. Dobrym rozwiązaniem będzie również położenie na ścianie wzorzystej tapety, albo po prostu utrzymanie strefy wypoczynkowej w lekko odmiennej tonacji kolorystycznej niż pozostała część pomieszczenia. My zdecydowaliśmy się na jasną kuchnię z kontrastowym dolnym ciągiem kuchennym oraz jasną jadalnię,  dlatego  kącik wypoczynkowy mamy utrzymany w całości w ciemnych kolorach, w których ja osobiście czuję się bardzo przytulnie i nastrojowo.

IMG_2905

Także jak  będziecie  projektować swój salon to zastanówcie się, jak będziecie najczęściej spędzać w nim czas? Czy chcecie mieć w nim telewizor? Jak często przyjmujecie gości, a jak często oglądacie filmy?

Odpowiedzi na te pytania na pewno pomogą Wam w dokonaniu dobrych wyborów i urządzeniu idealnego dla Was  salonu.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project
 .
 .
 .
 .
 .
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko,
 .
Joanna Król

Metamorfoza naszej kuchni.

Uff. W końcu usiadłam żeby to napisać. Ostatnio ciągle gonię. Rano do przedszkola zaprowadzić starszą, w drodze do domu zakupy, w domu śniadanie karmienie zabawa, ogarnięcie z grubsza w mieszkaniu, pampers, karmienie i zaraz obiad trzeba szykować i do przedszkola znowu lecieć. Po południu spędzamy czas razem, a później znowu się zaczyna karmienie, kąpiel jedna, druga, kolacja, usypianie i padam na twarz.  A jeszcze sterta prasowania czeka i pranie do powieszenia i komputer tak  leży smutny i prosi by go otworzyć… i czasem się udaje, ale zdecydowanie za rzadko. Teraz po dwóch miesiącach zrobiło się w miarę stabilnie, ale zaraz Tosia zaczyna wakacje w przedszkolu i znowu będzie chaos. Mam nadzieję, nad nim zapanować.

Ostatnio na jednej z grup na Facebooku dotyczącą urządzania wnętrz pokazałam moją kuchnię z salonem, gdzie została bardzo dobrze przyjęta. Dostałam też sporo pytań o poszczególne elementy naszego wystroju.

 

Od razu chciałabym zaznaczyć, że mieszkanie zanim je kupiliśmy wcale nie było w złym stanie, nie było też brzydkie, ale nie było też w naszym stylu. Po prostu. Dlatego postanowiliśmy je troszkę przerobić.

 

IMG_2220

 

Wspominałam kiedyś o naszych licznych przeprowadzkach. Mieszkaliśmy wspólnie z Fabianem w różnych mieszkaniach. W takich, w których wszystko było z odzysku i po kosztach, po takie, które były dopieszczane przez architektów wnętrz przez dwa lata. Żyliśmy w kamienicach i nowych blokach. W mieszkaniach nowoczesnych i minimalistycznych. Po tych wszystkich doświadczeniach mniej więcej wiedzieliśmy, jak chcemy, żeby wyglądało nasze mieszkanie. Które elementy chcemy by były bardzo nowoczesne, a które powinny mieć jakąś historię za sobą i żyć dalej razem z nami. Dzięki temu urządzanie nie zajęło nam dwóch lat, a zaledwie 4 miesiące. Oczywiście do tej pory są jakieś malutkie rzeczy do skończenia, jednak po 4 miesiącach mieszkanie było w stanie prawie skończonym gotowym do zamieszkania.

Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy ograniczać się do jednego stylu, dlatego mamy taki trochę misz masz. Ale właśnie to nam odpowiada. Nie lubimy nudy, ani wnętrz katalogowych, nie lubimy kurczowo trzymać się jednego stylu. Ja wyznaję zasadę w życiu, że równowaga musi być. Jeśli więc mamy czarne błyszczące fronty to łączymy je z  jasną matową sklejką. Jeśli meble są proste, to płytki między nimi w klasyczny wzór, a sprzęty stylizowane.

 

IMG_0992

 

Podłogi w naszym mieszkaniu są wszędzie jednakowe, dębowe, położone przez poprzednich właścicieli. My tylko zleciliśmy cyklinowanie i impregnację białym olejem. To też przyczyniło się do podjęcia przez nas decyzji o tym, że płytki w kuchni również mają zostać te co były. Kuchnię chcieliśmy zostawić w takim kształcie jak była. Pomimo wielu doświadczeń w różnych mieszkaniach stwierdziliśmy, że chcemy zobaczyć jak będzie nam się w takiej kuchni funkcjonowało i ewentualnie za jakiś czas wymienimy ją na nową. Każda przeprowadzka niesie ze sobą szereg zmian toteż nie wiedzieliśmy od początku czy będziemy codziennie gotować w tej kuchni 5 posiłków czy korzystać z niej raczej okazjonalnie. Zdecydowaliśmy się, więc na przemalowanie frontów, zmianę blatu i położenie moich wymarzonych płytek w jodełkę (wcześniej było między meblami szkło, które popękało i wymagało wymiany tak czy siak).

Oczywiście wraz z pracami koncepcja się lekko zmieniała. Początkowo dolne fronty miały być pomalowane na czarno i przystrojone skórzanymi uchwytami, jednak po malowaniu i zamontowaniu uchwytów uznaliśmy, że zdecydowanie lepiej będą wyglądały uchwyty, które zleją się z frontami. Te, które zamontowaliśmy to te same co w szafce w stylu Coco Chanel  klik! z Leroy Merlin . Fronty zostały pomalowane czarną farbą renowacyjną v33 dedykowaną meblom kuchennym z wykończeniem satynowym, który wg mnie jest pół połyskiem klik!.

Blat marzył nam się betonowy, ale ze względu na jego długość, był problem z realizacją w jednym elemencie, bez łączeń. Poza tym zaczęliśmy się obawiać czy stropy wytrzymają, bo jednak taki betonowy blat ma swoją wagę. Nie chcieliśmy jednak całkiem rezygnować z koncepcji. Kupiliśmy najtańszy blat z sieciówki i pokryliśmy go, a właściwie ja pokryłam masą dekoracyjną o efekcie betonu firmy Jeger klik!, taką samą jak ścianę w łazience, którą możecie zobaczyć tutaj klik!,  z tym,  że blat pokryłam impregnatem do blatów i podłóg łazienek klik!. Szczerze mówiąc spodziewałam się więcej. Po roku czasu w ogóle nie jestem zadowolona i najchętniej wymienialnym blat na nowy. Totalnie się to rozwiazanie, przynajmniej u nas, nie sprawdziło. I o ile ze ścian w łazience  jestem bardzo zadowolona i polecam z całego serca, to blat był pomyłką.

IMG_3396

 

Mozaika w przestrzeni międzymeblowej to porcelanosa l’antic colonial klik! i zdecydowanie warto było tak długo szukać. Efekt jest dokładnie taki, o jakim marzyłam. Jak już wyżej opisane elementy były gotowe, to okazało się, że pozostałe fronty na wysoki połysk nie są białe tak, jak byliśmy od początku przekonani, tylko mają odcień kości słoniowej. Nasza pomyłka wyniknęła z tego, że początkowo całe mieszkanie było utrzymane w beżach i brązach. W otoczeniu brązów wydawało się że fronty są białe. W momencie w którym zostały wyniesione wszystkie ruchome meble z salonu i jadalni, podłoga została przebielona, a ściany przemalowane na biało – lakierowane fronty pokazały swój prawdziwy kolor. Przez chwilę byliśmy załamani, ale nie trwało to długo. Bardzo szybko podjęliśmy decyzję o zmianie frontów na nowe, ze sklejki. Kolejną niespodzianką był moment, w którym zamontowaliśmy już wszystkie fronty, a nad zabudową został biały pas ściany. Wcześniej przy kości słoniowej to nie raziło w oczy, bo generalnie wszystko się ze sobą zlewało. Natomiast przy sklejce wyglądało to nieciekawie. Niby ok, ale coś nie grało. Wtedy padła decyzja o dorobieniu zaślepek, również ze sklejki, dzięki czemu mamy całą ścianę we wzór drewna i efekt taki jaki widzicie 🙂

IMG_2211

 

IMG_2113

 

IMG_2715

A w tej zabudowanej szafie mamy ukryty piec gazowy, pralkę, mikrofalę oraz lodówkę z zamrażarką. Do większości frontów kupiliśmy siłowniczki w ikei, bo zależało nam na czystej sklejkowej ścianie, bez uchwytów. Problem był z lodówką i zamrażarką, bo okazało się że taki siłowniczek do lodówki żeby na dotyk była otwierana kosztuje w granicach 300 zł. Przy wszystkich kosztach jakie ponieśliśmy podczas urządzania mieszkania,  stwierdziliśmy, że sobie to darujemy i do samej lodówki kupimy jakieś fajne uchwyty. Idealne znalazłam w sklepie Rustykalne Uchwyty klik!. Jeśli chodzi o szafki nad czarnym ciągiem to musieliśmy kupić nowe by pasowały szerokością do dolnych szafek, a między nimi zdecydowaliśmy się powiesić własnoręcznie zrobioną półkę na wymiar również ze sklejki, żeby mieć pod ręką ulubione książki kucharskie oraz wszystkie kawowe akcesoria mojego męża.

IMG_2125

To miał być post o kuchni z salonem, ale widzę, że się rozpisałam, a i tak pominęłam kwestię sprzętów i zlewozmywaka z czarną baterią. Ci co dotrwali tutaj to gratuluję, dziękuję za wytrwałość i już nie zamęczam. Ciąg dalszy ze sprzętami i z salonem nastąpi 🙂

Ja z efektu jestem bardzo zadowolona. Mam nadzieję, że Wam też się podoba, jeśli macie jakieś pytania to śmiało piszcie w komentarzach lub do mnie drogą mejlową 🙂

 

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project
 .
 .
 .
 .
 .
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko,
 .
Joanna Król 

 

moja mała miłość – drzwi

 

Moją miłość do drzwi odkryłam, kiedy pierwszy raz byłam w Londynie. Zachwyciło mnie to jak pięknie może wyglądać zwykła ulica nawet w pochmurny dzień, gdzie wszystkie budynki w neutralnych kolorach zapraszają do środka swoimi barwnymi drzwiami. Londyn zwiedzałam z moim mężem. Codziennie pokonywaliśmy kilometry na nogach i odkrywaliśmy kolejne wariacje na temat drzwi. Co chwilę oczywiście się zatrzymywaliśmy żebym mogła robić im zdjęcia. Po powrocie do Polski ogarnął mnie smutek, że u nas drzwi są często lekceważone. Rzadko kiedy zdarza się spotkać drzwi, które sprawiają, że mamy ochotę wejść do środka i zobaczyć co się za nimi kryje. Albo po prostu stać i się na nie patrzeć z rozmarzeniem :)

Historia powtórzyła się na wyjeździe na wakacje do Grecji i na wycieczkę do Paryża. Efektem zbierania zdjęć pięknych drzwi z duszą było po pierwsze założenie instagrama @365daysdoorproject a po drugie postanowienie, że drzwi w naszym mieszkaniu potraktujemy wyjątkowo. 

36668706_10213441157755780_2085002203239546880_n

Kiedy znalazłam nasze mieszkanie jedną z pierwszy rzeczy, które mnie w nim zauroczyły były właśnie drzwi wewnętrzne. Wszystkie oryginalne, poniemieckie. Duże, drewniane z pięknymi klamkami. Marzenie.

IMG-3219

 

 

IMG-3185

 

Były jednak zabejcowane na niezbyt lubiany przeze mnie kolor. Początkowo marzyły mi się surowe drewniane, ale z bejcą nigdy nie wiadomo jak głęboko weszła w drewno, w związku z czym nie miałam gwarancji, że uda mi się uzyskać efekt  zakorzeniony w mojej głowie. Drugą opcją było malowanie. I jak już wiecie postawiliśmy na malowanie i kolory . Pozostało tylko dobrać odpowiednie farby i kolory.

Przedpokój cały jest zachowany w bieli i tylko wielkie drzwi do łazienki miały być kolorystycznym akcentem. Niestety nie udało mi się znaleźć farby w barwie, którą miałam w głowie. Musiałam sama zmieszać kolor i przyznam, że nie było to łatwe, ale w końcu udało mi się uzyskać idealny odcień niebiesko delikatnie wpadającego w fiolet (w takim samym kolorze miałam buty do ślubu 😉 ) Do pomalowania drzwi od łazienki od strony przedpokoju użyłam farb mineralnych marki Fleur – klik! – i zabezpieczyłam je bezbarwnym pół-matowym lakierem tej samej firmy. Te same drzwi tylko od strony wewnętrznej pomalowałam białą farbą alkidową z wykończeniem również pół-matowym. Zdecydowałam się na farbę alkidową firmy Tikurilla – everal semi matklik! –  ze względu na charakter pomieszczenia. Chciałam żeby były odporne na wilgoć i częstotliwość ich użytkowania. Przyznam jednak, że malowanie tą farbą było bardzo męczące. Jej zapach powodował u mnie zawroty głowy i nudności, dlatego wrażliwcom zdecydowanie ją odradzam i polecam farbę akrylową wodorozcienczalną tikurilla – everal aqua. Taką tez farbą pomalowane zostaną drzwi wejściowe do mieszkania.

 

IMG-2267

 

 

IMG-2195

 

Różowe drzwi u Tosi w pokoju pomalowałam farbą Annie Sloan w kolorze  Antoinette – klik! -i zabezpieczyłam bezbarwnym woskiem. Ten odcień skradł moje serce już dawno temu i uważam, że na drzwiach prezentuje się powalająco. Tej samej barwy użyłam też do odnowienia stolika i krzesełka Tosi, a zobaczyć je możecie tu:  metamorfoza biurka i tu:   metamorfoza krzesełka dziecięcego 

IMG-1379

 

 

IMG-3183

Pozostałe drzwi pomalowałam farbami Fleur i zabezpieczyłam bezbarwnym woskiem.

IMG-3179

 

IMG-1490

 

Które podobają Wam się najbardziej? Ja chyba wszystkie lubię tak samo 🙂

.

.

.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project
 .
 .
 .
 .
 .
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko,
 .
Joanna Król 

 

 

 

 

 

 

Betonowa ściana.

No hej!

 

Dziś chcę Wam napisać o naszej betonowej ścianie w łazience.

Co do tego, że beton ma się pojawić w naszym mieszkaniu byliśmy pewni już dawno temu. Początkowo miał to być tylko betonowy blat w kuchni. Później zakochałam się w betonowych ścianach i padła decyzja, że ma się taka ściana pojawić w łazience,  a ostatecznie kupiliśmy również kilka betonowych lamp, ale o nich innym razem.

Poszukiwania zaczęłam w firmach wykonujących tynki dekoracyjne. Znalazłam kilka takich, które w ofercie mają tynki betonowe (albo imitujące beton?), w dodatku odporne na ścieranie i wilgoć, czyli nadające się do łazienek i kuchni. Ucieszyłam się, bo chcieliśmy mieć wszystkie ściany w łazience betonowe. I wtedy w odpowiedzi na moją wiadomość e-mail zadzwonił do mnie Pan z jednej z firm i zaczął wypytywać. Kiedy usłyszał, jaką mamy wizję, powiedział, że mimo zapewnień producentów te tynki nie są aż tak odporne i odradza robienie ścian bezpośrednio przy wannie czy pod prysznicem. Poradził natomiast, że jeżeli byśmy bardzo chcieli, to dobrze by było zrobić kilka centymetrów ‚cokołu’ z płytek przy samej wannie czy przy brodziku, dlatego że te miejsca są narażone na największą ilość wody i właśnie w tych miejscach klienci najczęściej zgłaszali uszkodzenia tynków. Wystarczy, że zrobiła się gdzieś mała szczelina i woda zaczęła wciekać pod tynk, a później zaczynało powoli puchnąć.

Po tej rozmowie byłam zrozpaczona. Naprawdę. Chcieliśmy beton, żeby było gładko, a tu się okazuje, że jakiś cokół trzeba robić.  Jakaś masakra. No ale nic. Trzeba było wymyślić inne rozwiązanie. I tak narodził się pomysł, żeby ściany przy wannie pokryć szkłem typu lacobel.

Jak już zdecydowaliśmy się na pokrycie lacobelem części ścian, to odporność betonu czy też tynku dekoracyjnego przestała być aż tak istotna. Wtedy wpadłam na masę dekoracyjną imitującą efekt betonu o nazwie ‚Efekt Loft Beton’ firmy JEGER, którą wg producenta można stosować na ścianach, blatach roboczych, w łazienkach i prysznicach.  Masa jest dostępna w 6 odcieniach szarości, które w zależności od oczekiwanego efektu można mieszać ze sobą. Masę trzeba oczywiście zaimpregnować i tutaj też mamy wybór. Producent oferuje 3 rodzaje: Protector do ścian matowy lub efekt wosku oraz Protector do blatów i posadzek. W łazience zdecydowaliśmy się na masę w kolorze nr. 2. oraz Protector do ścian ‚EFEKT WOSKU’.

IMG_5897

Firma Jeger posiada w swojej ofercie również podkład pod masy dekoracyjne, jednak ja na taki się nie zdecydowałam w przypadku ścian w łazience. Po prostu pomalowałam ściany z karton-gipsu białą farbą, żeby zmniejszyć ich chłonność. Producent sugeruje nakładanie masy zwykłą metalową pacą. Próbowałam i jak dla mnie się to nie sprawdziło. O wiele lepiej nakładało mi się gumową szpachlą z drewnianym uchwytem – taką jak na zdjęciu powyżej. A poniżej możecie zobaczyć  pierwszą warstwę, na etapie schnięcia i już suchą.

 

UNADJUSTEDNONRAW_thumb_44f3

 

unadjustednonraw_thumb_44ce.jpg

 

unadjustednonraw_thumb_44f0.jpg

 

 

Po nałożeniu pierwszej warstwy odczekałam kilka godzin, aż ściana dobrze wyschła, po czym nałożyłam warstwę drugą. Po całkowitym wyschnięciu miejscami jeszcze naniosłam poprawki, a na sam koniec wyrównałam gdzieniegdzie siatką ścierną do gładzi o grubości 80.

 

 

IMG_6031

 

 

Ostatni etap to nałożenie impregnatu. Do tego przydała mi się kuweta, bo impregnat jest w wąskiej puszce.

 

 

IMG_6080

 

 

IMG_6081

 

IMG_6083

INSTRUKCJA w 5 KROKACH: 

  1. pierwsza warstwa
  2. druga warstwa
  3. poprawki
  4. przetarcie – wyrównanie siatką ścierną do gładzi
  5. nałożenie impregnatu

 

Jeśli chodzi o utrzymanie ich w czystości to wystarczy przetrzeć wilgotną szmatką z delikatnym płynem i wszystko elegancko schodzi. Nie wiem czy sprawdziłyby się pod prysznicem, tak jak zapewnia producent, ale przy toalecie i umywalce sprawdza się doskonale. Jak zdarzy się, że woda chlapnie to krople po prostu po niej spływają. Dodatkowo protektor, którego użyłam daje rzeczywiście piękny efekt wosku. Ja jestem od początku niezmiennie zauroczona tymi ścianami i nie zamieniłabym ich na nic innego. Jeżeli tak jak ja marzycie o betonowej ścianie to zdecydowanie polecam tę masę dekoracyjną.

 

 

zvsJ7GEKThC8AbJEBgvULg

 

 

TmJIzkz%TcmJdhDEZd3fMw

 

 

 

fullsizeoutput_249b

 

 

 

img_6912.jpg

 

A jak Wam podoba się uzyskany przeze mnie efekt? Zdecydowalibyście się na taką ścianę u siebie w domu?

 

 

 

 

To nie jest post sponsorowany. Napisałam go tak jak naprawdę uważam i czuję bazując na własnym doświadczeniu.

 

 

 

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project

Dziękuję Ci za odwiedziny i pozdrawiam ciepło,

Joanna Król 

 

 

szafka nocna w stylu Coco Chanel

Cześć! 

Kolejna z rzeczy z cyklu ‚muszę to mieć, ale nigdzie nie mogę znaleźć lub cena jest zaporowa to szafka nocna inspirowana  Coco Chanel.

Coco Chanel nikomu przedstawiać nie muszę. Przyznaję, że jestem jedną z tych osób, które ją uwielbiają. Na półce mam kilka książek opisujących jej życie, a filmy oglądałam z zapartym tchem. Ci co przeczytali kiedyś choć jedną publikację na temat Coco, orientują się zapewne, że przykładała wielką wagę nie tylko do ubioru, ale również do wystroju wnętrz. Lubiła wypełniać pomieszczenia przedmiotami nietuzinkowymi, z charakterem, często sprowadzanymi z zagranicy. Oglądanie filmów o Coco to istna uczta dla oczu zarówno dla fanów mody jak i wnętrz. Ze wszystkich filmów największe wrażenie pod względem wizualnym wywarła na mnie realizacja pt. ‚Chanel i Strawiński’ i konsekwencja zachowana w biało-czarnym wystroju wnętrz jej domu. Film zresztą otrzymał nagrodę Satelitę za najlepszą scenografię oraz wystrój wnętrz.

Film ten  oglądałam akurat nie długo przed urządzaniem mieszkania, a że chłonę świat oczami i później widać to w tym co tworzę i czym się otaczam to nie mogło zabraknąć elementu w czerni i bieli w moim mieszkaniu. Cały dom utrzymany w dwóch kolorach to dla mnie trochę za dużo, ale myślę, że taki kontrastowy mebel świetnie się wpasował w naszą jasną sypialnię. 

Bazą do szafki była wszystkim doskonale znana komódka MOPPE. Do tego cztery toczone nogi, które zostały mi po starych fotelach babci (widziałam, że można podobne kupić na allegro.pl) , dwa kawałki sklejki o grubości 18 mm, czarne gałki kupione w Leroy Merlin oraz biała i czarna farba oraz wosk. Wbrew pozorom nie było to trudne zadanie. 

Potrzebne materiały do wykonania takiej szafeczki:

  1. komódka MOPPE – IKEA
  2. toczone drewniane nogi
  3. gałki w ilości odpowiadającej liczbie szufladek – do kupienia tu: klik!
  4. kawałek deski lub sklejki
  5. ściski stolarskie
  6. klej do drewna
  7. wiertarka 
  8. taśma papierowa lub izolacyjna
  9. farba biała –  ja użyłam farby mineralnej Fleur w kolorze titanium white, ale równie dobrze sprawdzi się farba akrylowa
  10. farba czarna – j.w.
  11. wosk/lakier – ja użyłam wosku również firmy Fleur, jeśli użyjecie farby akrylowej to musicie dokupić do niej odpowiedni lakier, albo może się okazać, że Wasza farba jest na tyle odporna, że nie wymaga zabezpieczenia. Dopytajcie sprzedawcy 🙂

KROK 1. 

Docinamy sklejkę w dwóch egzemplarzach na wielkość podstawy komódki i przyklejamy do spodu szafki. Pamiętajcie by użyć ścisków stolarskich tak żeby deski dobrze przylegały.

KROK 2. 

Wyznaczamy miejsce, w którym chcemy żeby były nogi i nawiercamy cztery otwory na głębokość śrub od nóg. Pomocne będzie zaznaczenie na wiertle gumką recepturką lub zwykłym sznureczkiem jak głęboko mamy wiercić.

zaznaczenie na wiertle głębokości wiercenia

 

KROK 3. 

Wyciągamy wszystkie szufladki. Na tylnych ściankach wyznaczamy środek i nawiercamy dziurki, żeby później móc zamontować gałki. 

KROK 4. 

Wkręcamy nogi, ale nie do samego końca i malujemy całość na biało. Czekamy aż wyschnie.

 

KROK 5. 

Naklejamy  na komódkę taśmę wyznaczając w ten sposób, gdzie będziemy malować na czarno. U mnie najlepiej się sprawdza do tego typu zadań taśma izolacyjna. Zabezpieczamy również miejsce wokół gniazd na nogi. Zaczynamy od pomalowania nóg, następnie malujemy krawędzie na czarno i czekamy, aż dobrze wyschnie. 

nożyczki i taśma

nogi toczone prl

 

góra szafki z pomalowanymi brzegami

KROK 6. 

Jak wszystko dobrze wyschnie to ściągamy taśmy, dokręcamy nogi i zabezpieczamy woskiem/lakierem. 

KROK 7.

Wkręcamy gałeczki i cieszymy się piękną szafką nocną.

 

28942521_10212678344805933_2106359795_o

 

28942077_10212678236563227_553393631_o

 

28938778_10212678238003263_450947228_o

 

 

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project
 .
 .
 .
 .
 .
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko,
 .
Joanna Król 

łazienka w stylu vintage realizacja

Dzień Dobry!

 

Dawno dawno temu, w czasach przed remontem (tak teraz moje życie dzieli się na czas przed remontem i po remoncie, mimo że u siebie mieszkamy już prawie 10 miesięcy), napisalam post z inspiracjami łazienek w stylu Vintage. Pamiętacie? Jak nie to zapraszam tutaj!  Teraz chciałabym Wam pokazać efekt poszukiwań i mojej pracy, bo sporo elementów w tej łazience zrobiłam sama.

Do łazienki zapraszają oryginalne poniemieckie drewniane niebieskie drzwi (z małą nutką fioletu). Kolor ten długo tkwił mi w głowie i chwilę mi zajęło nim udało mi się uzyskać ten konkretny odcień. Do pomalowania użyłam farby mineralnej ‚Fleur’ w kolorze copenhagen blue z kapką pink rococco. Zabezpieczyłam je lakierem tej samej firmy.

image_123986672-2

 

Długo zastanawialiśmy co będzie na ścianach i podłodze. Nie lubimy standardowych łazienek i płytek. Poza tym łazienka jest mała i obawiałam się, że jeśli pokryjemy ściany standardowymi płytkami to optycznie będzie wydawała się mniejsza. Postanowiliśmy, więc znaleźć rozwiązanie dzięki któremu ściany będą zabezpieczone przed wilgocią i jednocześnie będą gładkie, bez łączeń i fug.

 

34157743_10213197883194068_1123305557617278976_n.jpg

 

 

Ostatecznie na ścianie za wanną mamy szkło lacobel w kolorze białym, a na pozostałych dwóch ścianach sama położyłam masę dekoracyjną imitującą efekt betonu firmy Jeger i zabezpieczyłam je impregnatem do ścian z efektem wosku.  Jedną ścianę w całości stanowią drzwi – drewniane oryginalne poniemieckie – pomalowane białą farbą ftalową o wykończeniu satynowym.

Na podłodze położone są płytki cementowe firmy ARTICIMA  Zabezpieczone impregnatem. Zarówno płytki jak i impregnat kupione w sklepie Dom Rustykalny klik!

 

 

podłoga

 

 

Sufit został pomalowany czarną farbą.

 

sufit

Szafkę pod umywalkę kupiłam na olx i pomalowałam mineralnymi farbami włoskiej firmy Fleur i zabezpieczyłam bezbarwnym lakierem. Kolor jakiego użyłam to Miami Milk. Farby Fleur można kupić tutaj!

.

IMG_0011

 

 

IMG_0006

 

Szafkę wiszącą dostałam w prezencie od znajomej w opłakanym stanie, dawniej była to szafka na zegar. Po zegarze nie zostało ani śladu, ale  ja ją wyczyściłam, dorobiłam półki, środek pomalowałam na czarno, z zewnątrz zabezpieczyłam olejem i voila. Szafka jak znalazł na wszystkie podręczne łazienkowe przybory.

Lustro i lampę wiszącą kupiłam w sklepie Westwing tutaj!

a betonowe lampki to firma Loft Light z Wrocławia, klik!

lustro

 

image_123986672-3

Bateria umywalkowa, deszczownica i częściowo bidetka w kolorze czarnym zamawiane były na Allegro i aliexpress.

Mieszacza do bidetki nie udało nam się znaleźć czarnego, więc kupiliśmy w kolorze miedzi i daliśmy do pomalowania proszkowego.

unnamed

 

bidetka

Moja wymarzona obudowa na wannę ze starych drewnianych desek pochodzi ze sklepu Regalia klik!  i jest zabezpieczona lakierem do mebli ogrodowych narażonych na trudne warunki atmosferyczne.

image_123986672

Ah i jeszcze półka na kosmetyki i drzwiczki z maszkaronem do wodomierza! Obie kupione na comiesięcznym legnickim targu staroci i pomalowane proszkowo na czarno.

drzwiczki do wodomierza

 

drzwiczki żeliwne

 

 

drzwi

A z tych mniej ciekawych elementów to umywalka i miska toaletowa są firmy Roca, wanna firmy Viega, a przycisk do spłuczki marki TECE.

Jak Wam się podoba taka łazienka? Ja przyznaję, że bardzo dobrze się w niej czuję. Dla nie których być może za dużo się dzieje na tak małej przestrzeni, ale dla mnie jest idealna. Ma się w niej wrażenie przytulności.  Jest bardziej pokojem kąpielowym tylko w skali mikro. Mam nadzieję, że  kiedyś będę miała okazję urządzić tego typu pomieszczenie w większym formacie. Trzymajcie kciuki, by to mini marzenie się spełniło.

.

.

.

.

Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project
 .
 .
 .
 .
 .
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko,
 .
Joanna Król 

żyrandol z drewnianych korali.

Cześć!
Macie czasem tak że coś zobaczycie i tak Wam się spodoba, że po prostu musicie to mieć? U mnie tak było w przypadku tej lampy. Pierwszy raz jak zobaczyłam lampę z drewnianych korali wiedziałam, że taka zawiśnie u mnie w mieszkaniu. Fajnie, kiedy coś nam się spodoba i jest to w zasięgu naszej ręki. W przypadku tej lampy tak nie było. Zaczęłam szukać, przegrzebałam pół internetu, a może nawet cały? Nie wiele jest miejsc, gdzie można zamówić takie cudo. Większość z tych miejsc jest za granicą, a nawet jak zdarzało się w polskich sklepach to cena oscylowała w okolicach 1400 zl.  Ostatecznie doszłam do tego, że najłatwiej i najtaniej będzie jeśli zrobię ją sama. Bo to przecież takie proste będzie, zamówić cały karton korali, włączyć wieczorem film i nawlekać…. Tylko jeszcze najpierw trzeba znaleźć odpowiedni stelaż i wyliczyć ile korali będzie potrzebnych. Ze stelażem udało się za trzecim razem. Korale domawiałam tylko raz 😉
Ale efekt końcowy jak dla mnie jest zachwycający i uważam, że warto było nawlekać, poświęcając nie jeden wieczór, a dobrych kilka – sama już nie wiem ile.
Poniżej zamieszczam kilka zdjęć, które rozbudziły we mnie chęć posiadania takiej lampy u siebie:
IMG_4713
żyrandol z korali
IMG_6017
lampa z korali
Moimi zdecydowanymi faworytami są lampy z pierwszego i ostatniego zdjęcia.
Taka lampa z surowych korali drewnianych będzie pasowała do wnętrz w stylu boho i skandynawskich. A tak naprawdę wszędzie tam, gdzie tylko uznamy, że wygląda dobrze i robi robotę 🙂

A teraz czas na instrukcję dla tych, którzy zachwycili się tak samo jak ja i pragną mieć taką lampę u siebie.

 korale.png
Do jej wykonania potrzebne będą:
stelaż o średnicy 20 cm  – 18,75 zł do kupienia TU
stelaż o średnicy 50 cm – 38,5 zł   do kupienia TU
• korale drewniane surowe o śr. 12 mm – 972 szt. – (13,53 zł – 100 szt.) do kupienia TU
• korale drewniane surowe o śr. 16 mm – 1242 szt. – (17,22 zł – 100 szt)  do kupienia TU
• korale drewniane surowe o śr. 20 mm – 432 szt. – (2,46 zł – 10 szt. )  do kupienia TU
• szpulka lnianych nici
• nożyczki
• igła z dużym oczkiem
• Ok trzech dobrych filmów – polecam Netflix 😉
• sporo cierpliwości
Koszt samych stelaży i korali to kwota 549,41 zł. Do tego musimy doliczyć koszt kuriera i nici. Całkowity koszt wyniesie, więc w granicach 600 zł. Czy to dużo? Tak i nie. Takie gotowe lampy kosztują powyżej tysiąca złotych i uważam, że to uczciwa cena za koszt materiałów i ilość pracy jakąś trzeba włożyć w jej wykonanie.
Jednak mimo wszystko mała kwota to też nie jest, ale jeśli lubimy otaczać się pięknem to warto zainwestować. W najprostszym pomieszczeniu taka lampa będzie wywoła efekt WOW! 🙂 
potrzebne
KROK 1 
Włączamy jakiś dobry film albo ulubiony serial. Bierzemy stelaż nr. 1 (zdjęcie powyżej). Środkowa część służąca zamontowaniu lampy na żarówce dzieli okrąg na 3 części. Na każdej z tych części zawiązujemy po 18 nici (czyli razem 54). Następnie zaczynamy nawlekać korale licząc od góry w następującej ilości:
8 szt. korali o średnicy 12 mm
13 szt. korali o średnicy 16 mm
8 szt. korali o średnicy 20 mm
Żeby ułatwić sobie zadanie przydatna będzie duża igła z dużym oczkiem. Drewniane korale mają to do siebie, że często w środku nie są idealnie gładkie i może być problem z przewleczeniem samej nici.
Nawlekamy,  aż uzyskamy efekt z poniższego zdjęcia.
nawleczone korale
nawleczone korale leżące
 KROK 2.
Przywiązujemy nici do dużego okręgu (okrąg nr. 2 ze zdjęcia z potrzebnymi rzeczami) układając go w ten sposób, by wypukłą stroną był skierowany ku górze. Włączamy kolejny film i zaczynamy na nowo nawlekanie. Znowu licząc od góry:
10 szt. korali o średnicy 16 mm
10 szt. korali o średnicy 12 mm
KROK 3.
Uf! Już prawie koniec. Bierzemy ostatni okrąg (nr. 3 ze zdjęcia z potrzebnymi rzeczami) i przywiązujemy do niego poszczególne nitki.
Teraz pozostaje tylko zawiesić żyrandol i cieszyć się jego widokiem każdego dnia.
Na koniec jeszcze dwie kwestie, które trzeba rozważyć przed decyzją o wykonaniu takiej lampy:
1. Lampa taka jest dość ciężka, musimy więc być pewni, że nasz strop i sposób w jaki jest zamontowana podsufitka udźwignie taki ciężar.
2. Drewniane korale są drewnianymi koralami, nie przepuszczają więc światła, a jedynie przechodzi ono między nimi, wychodzi górą i dołem. Dlatego musimy zastanowić się jaką żarówkę zamontujemy w środku i czy na pewno lampa tego typu nadaje się do pomieszczenia, w którym wymarzyliśmy sobie, że będzie wisieć.
U mnie wisi ona w sypialni, gdzie nie potrzebuję specjalnie jasnego światła, a w suficie mam zamontowany hak, dlatego mogę spać spokojnie, że całość nie spadnie nam w środku nocy na łóżko.
A prezentuje się ona tak:
lampa z drewnianych korali DIY
żyrandol z drewnianych korali
lampa z drewnianych korali
drewniany żyrandol
lampa drewniana w sypialni
lampa z korali w sypialni
Wg mnie warto było poświęcić kilka wieczorów na jej wykonanie. Jestem pewna, że będzie długo u mnie wisieć i prędko mi się nie znudzi. Jest kwintesencją wszystkiego co lubię. Jest surowa, drewniana, ma prosty kształt, ale jednocześnie jest mocno dekoracyjna.
 .
 .
 .
 .
 .
Zgadzacie, się ze mną, że robi klimat w sypialni? 🙂
 .
 .
 .
 .
 .
Jeśli podobał Ci się ten wpis, zainspirował Cię w jakiś sposób albo znasz kogoś komu może się spodobać to koniecznie udostępnij go dalej, żeby jak najwięcej osób mogło do niego dotrzeć 🙂 Zapraszam Cię również do śledzenia mojego instagrama klik!, gdzie codziennie staram się wrzucać kadry z mojego domu i życia 🙂 Zachęcam również do śledzenia mojego rocznego projektu na instagramie: 365 days door project
 .
 .
 .
 .
 .
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam cieplutko,
 .
Joanna Król 

łazienka w stylu Vintage – inspiracje

Cześć!

Po dość długiej przerwie, w końcu zasiadłam do komputera żeby napisać dla Was post. I trochę dla siebie 😉 Ostatnio dużo się dzieje, odebraliśmy klucze od mieszkania, pochłonął nas remont, który już powoli powoli dobiega końca. W między czasie oficjalnie założyłam działalność, w związku z czym miałam sporo załatwiania i latania po urzędach, księgowych itd. Ale w końcu oficjalnie jestem na swoim, oficjalnie zajmuję się projektowaniem wnętrz i stylizacją mebli. Mam swoją własną stacjonarną pracownię (która również czeka na urządzenie). Poza tymi pochłaniaczami czasu robię projekt domu jednorodzinnego, przede mną pierwszy projekt home stagingowy, który mam nadzieję pokazać Wam na blogu i całkiem spora sterta mebli do odświeżenia. A w między czasie sterty czytanych książek, i rodzinne spacery w słoneczne dni, które pozwalają mi na chwilę zwolnić i nabrać oddechu. Powoli wszystko zaczyna nam się stabilizować, dni mam wypełnione do granic możliwości, ale tak lubię żyć najbardziej 🙂 Jednak o tym chcę Wam przynudzać, a pokazać łazienki w stylu vintage, czyli zbiór inspiracji do mojej własnej łazienki i moodboard do naszego maleństwa. Gotową łazienkę pokażę Wam jak już będzie w 100% gotowa.

Kiedy postanowiliśmy kupić mieszkanie, musieliśmy ustalić jak będziemy chcieli je urządzić. Na całe szczęście mamy z moim Fabianem podobny gust, więc nie było to trudne. Ja sama mam bardzo różnorodny gust, lubię przede wszystkim wnętrza oryginalne, nie przeciętne, inne. Zresztą wszystko w życiu takie lubię – wyróżniające się. Uwielbiam mieszanki stylowe, kolorystyczne, materiałowe i jednocześnie ponadczasowe. Lubię łączyć całkiem nowe z całkiem starym. Mój Fabian uwielbia czerń i beton. Oboje nie lubimy płytek na ścianach w łazience. Nie lubię trendów i ślepego podążania za nimi, bo zwykle kończy to się wnętrzami na jedno kopyto, które po pół roku nam się nudzą, a musimy dalej w nich funkcjonować. Popatrzcie na zebrane przeze mnie inspiracje:

dark-indsutrial-bathroom

 

18290119_10210206546012508_728042533_o

 

ed8303b9d221bfc33eceae0aa617d415

 

plytki-ceramiczne,big

 

tumblr_inline_n6au6dSTfi1rc89a3

 

czarna_deszczownica_w_bialej_lazience_w_stylu_klasycznym

 

012a6fc20da191e947458a8aec6950a4

 

bathroom-plank-wall-2B-1-2Bof-2B10-1

 

 

e1b8176d0219ebf3d2b65d0cf2896fdc

 

bathroom vanity 030

 

 

Dlatego urządzając naszą łazienkę, zdecydowaliśmy się wybrać materiały, które są trwałe i nas urzekają, a dodatkowo są klasyczne. Postanowiliśmy więc na podłogę położyć cementowe wzorzyste płytki, wannę obudować starym drewnem, a na ścianach położyć białe szkło (narożnik przy wannie) i beton. Drzwi zostają stare drewniane poniemieckie ze starymi klamkami, po ich dwóch bokach są drewniane nieruchome skrzydła drzwi pasujące drzwi, które od strony łazienki zostają odsłonięte, lecz pomalowane na biało i polakierowane. Całości mają dopełnić czarne baterie w stylu retro, tafla lustra o fantazyjnym kształcie zawieszona na łańcuszku, stylowe kinkiety oraz szklana lampa. Do tego takie smaczki jak stare żeliwne drzwiczki z maszkaronem do wodomierza (pomalowane proszkowo na czarno), żeliwny uchwyt na papier toaletowy i stara żeliwna półka kupiona na starociach. Ah i oczywiście pod umywalką nablatową stara szafka na fikuśnych nóżkach pomalowana w odcieniach niebieskiego farbami mineralnymi. Popatrzcie na stworzony przeze mnie moodboard:

moodboard łazienka łukasińskiego .jpg

Ja już nie mogę się doczekać efektu końcowego, a Wy? Lubicie takie łazienki w stylu vintage?

 

 

Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza! 🙂 A jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

warsztat robienia perfum – perfume lab Mo. 61

Dzień dobry!

Lubicie dostawać prezenty? Bo ja bardzo, szczególnie takie, których się totalnie nie spodziewam. Dawno już takiego nie dostałam, żeby mnie całkowicie zaskoczył. Z Fabianem jesteśmy już razem ładnych kilka lat, znamy się na wylot i każda okazja do robienia sobie prezentów jest dość problematyczna, bo właściwie niczego nam nie brakuje w życiu codziennym, jak coś nam się podoba i uznamy to za potrzebne to po prostu kupujemy… mamy to szczęście, że możemy sobie na to pozwolić. Ale, przez to jest właśnie trudniej z prezentami. Zawsze musimy się bardziej nagłowić żeby zaskoczyć drugą osobę. I wiecie co? Dalej nam się to udaje. A w ostatnią gwiazdkę F. Już przeszedł samego siebie, bo dał mi w prezencie voucher na indywidualne warsztaty tworzenia perfum w Perfume Lab Mo. 61. I o tym dzisiaj chcę Wam opowiedzieć.

 

voucher Mo.61

Żeby wykorzystać voucher musiałam wybrać się specjalnie do Krakowa lub Warszawy, bo właśnie w tych dwóch miastach mieszczą się ‚labolatoria’. Wybrałam Kraków, i pojechałam na warsztat dopiero tydzień temu dlatego dopiero teraz Wam o tym piszę. Na wykorzystanie vouchera jest 3 miesiące, ale jeśli komuś nie pasuje to nie ma problemu żeby się dogadać i wykorzystać go jeszcze później. Nazwa Perfumerii pochodzi od adresu pierwszego laboratorium, które mieści się w Warszawie przy ul. Mokotowskiej 61.

ściana butelek z zapachami Mo.61

 

zapachy Mo.61

 

butelki Mo.61

 

 

Warsztat indywidualny jest prowadzony przez pracownika perfumerii i rozpoczyna się wykładem o historii perfum oraz o sposobach pozyskiwania zapachów. Po tym przystępuje się do wąchania mnóstwa zapachów, podczas którego cały czas toczy się rozmowa na ich temat. Te nuty zapachowe, które najbardziej nam się podobają odstawiamy na bok, a później wśród nich przeprowadzamy selekcję i komponujemy swój własny, unikalny zapach. Mateusz, który prowadzi krakowską perfumerię, ma szeroką wiedzę na temat historii perfum, ale i różnych zapachów. Wąchanie wszystkich tych niezwykłych nut zapachowych było bardzo ciekawym doświadczeniem. Dodatkowo atmosfera, francuska muzyczka w tle i te cudowne szklane brązowe apteczne butelki. Były to zdecydowanie dobrze spędzone godziny. Bardzo kreatywne, pobudzające zmysły i relaksujące. Polecam wszystkim!

butelka z brązowego szkła Mo.61

A żeby zabrać trochę tego wszystkiego ze sobą do domu, to stworzyłam  50 ml własnych unikalnych perfum. Musiałam również wymyślić dla nich nazwę, a że akurat był 18 dzień miesiąca, ja urodziłam się 18 to nazwałam je z francuskiego ‚dix-huit’.

butelka perfum Mo.61 - dix-huit

Głównymi zapachami w mojej kompozycji jest szafrandębowy mechróżowy pieprzzamsz i zapach ziemi po deszczu. Reszta pozostanie moją słodką tajemnicą. Jakkolwiek dziwnie brzmią nazwy niektórych zapachów, to pachną obłędnie. I nie wszystkie pachną tak jak nam się wydaje, że powinny. Nuta zamszu jak dla mnie zupełnie nie przypomina zapachu zamszowych butów, torebki czy kurtki, co jest spowodowane tym, że za zapach np. butów składa się również zapach kleju, nici, podeszwy itp.

Kończąc tę recenzję, wcale nie sponsorowaną, jestem oczarowana Perfume Lab Mo. 61 i cieszę się z kolejnego kreatywnego doświadczenia w moim życiu 🙂 Życzę Wam wszystkim tak samo udanych prezentów, wielu kreatywnych doświadczeń i udanej reszty tygodnia! 🙂

Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza! 🙂 A jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam, Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

kalendarz na marzec

 

Dzień dobry 🙂

Nie mogę uwierzyć, że już marzec! Oczywiście znowu zorientowałam się zbyt późno, że już kolejny miesiąc i dlatego dopiero dziś daję Wam nowy kalendarz, na szczęście marzec to długi miesiąc! 😉 W przyszłym miesiącu obiecuję poprawę!

Dziś nie będę się rozpisywać. Zostawię Wam tylko kalendarz i lecę szperać po sklepach z meblami i tapetami, a jutro wpadnijcie na nowy post 🙂

Wersja z grafiką:

klik!

kalendarz Atelier marzec

 

i minimalistyczna:

klik!

kalendarz Atelier marzec

 

 

 

 

Będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad w formie komentarza! 🙂 A jeśli chcesz być na bieżąco polub mój fanpage na facebooku klik! oraz profil na instagramie klik!. Dodatkowo zobaczycie tam to, czego na blogu nie ma! Zachęcam również do śledzenia moich pozostałych profili na instagramie: 365 days door project oraz kROOL design.

Pozdrawiam i miłej soboty  Wam życzę , Joanna Król

Wszystkie prace oraz zdjęcia opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa (chyba, że podpis pod zdjęciem wskazuje inaczej). Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.